~*~
Ariana
Szłam za rękę z Alexym,
podczas naszego spaceru po parku. Po piętnastu minutach zasiedliśmy na
ławce, była położona pomiędzy dwoma kwitnącymi drzewami wiśni.
- Jesteś gotowa na jutrzejszy konkurs, skarbie? - zapytał Alexy. Wyraźnie było słychać w tym pytaniu ironię.
- Jestem, ale mam wyrzuty sumienia - odpowiedziałam.
- Dlaczego? - ponownie zadał mi pytanie.
- Ponieważ Amber bardziej zasługuje aby jechać na ten konkurs - spojrzałam mu głęboko w jego duże, czarne oczy.
- Czemu tak myślisz? - kolejnymi pytaniami zasypał mnie towarzysz. Nie udało mi się odpowiedzieć
na zadane pytanie, ponieważ moją uwagę przykuła sylwetka Amber
poruszająca się po parku. Po chwili uświadomiłam sobie, że zbliża się w
naszym kierunku.
-
I jak Alexy, poradziłeś sobie już z nią?!- zaczęła się wydzierać
blondyna. O co jej chodziło? Czemu miałby sobie ze mną poradzić? Moje
myślenie przerwało podnoszące się ciało Alexego, które zmierzało w kierunku Amber. Nagle obydwoje zaczęli się śmiać.
- Jaka ty naiwna jesteś! - pisnął podczas śmiechu chłopak. Razem z Amber przybili piątke po czym on objął ją ramieniem.
- On się Tobą bawił i jak widać dobrze mu poszło!
- Amber lepiej nadaje się na ten konkurs! To wszystko twoja wina! - po tych słowach obraz się zamazał.
- Jaka ty naiwna jesteś! - pisnął podczas śmiechu chłopak. Razem z Amber przybili piątke po czym on objął ją ramieniem.
- On się Tobą bawił i jak widać dobrze mu poszło!
- Amber lepiej nadaje się na ten konkurs! To wszystko twoja wina! - po tych słowach obraz się zamazał.
~*~
Zadowolona, że cała pachnę truskawkami wyszłam z wanny i postanowiłam poszukać ubrania na dzisiejszy wyjazd z Alexym. Przy okazji muszę się spakować, ponieważ w sobotę cały dzień grałam z bratem na konsoli. Przyznam, że nikt nie wie o moim uzależnieniu od gier na konsole. Od małego braciszek pokazywał mi różne gry i razem zdobywaliśmy wysokie rangi w każdej z nich. W końcu udało mi się z nim normalnie porozmawiać, od dluższego czasu w ogóle nie przebywał w domu. Ciągle praca i koledzy, koleżanki. Nawet nie wiem czy są już tylko koleżankami. Zanim zaczęłam wybierać ubrania postanowiłam sprawdzić pogodę na następne cztery dni w miejscu gdzie ma być konkurs. Słucham? -15 stopni?! Rzeczywiście, w końcu przecież już końcówka jesieni. Dzisiejszy strój składał się czarnych rurek i białego swetra, który sięgał mi do ud. Przyznam, że uwielbiam takie swetry! Oczywiście są one męskie, ponieważ żadna normalna kobieta by nie ubrała takiego. Teraz przyszedł czas na najgorszą zmorę. Nie mam żadnych butów na wysokim obcasie, które są ocieplane. Z udawaną łzą w oku sięgnęłam po brązowe timberlandy, które jednyne mogłam uznać za znośne. Podczas zakładania skarpetek potknęłam się o dywan i wyglądowałam na nim z głośnym hukiem. Nie wstając sięgnęłam po telefon w celu ponownego sprawdzenia godziny. Ósma dwie. Mam pomysł! Wybrałam kontakt z ulubionych i przyłożyłam do ucha. Po dwóch sygnałach odebrała.
Rozalia: Hej!
Ariana: Hejka! Masz czas?
-Zależy o co chodzi, dlaczego tak wcześnie dzwonisz?
-Nie mogłam spać, miałam koszmary. Nie wiem co mam spakować na konkurs plastyczny, pomóż!
-Seksowna bielizna wystarczy.
-Teraz na poważnie mówię!
-A czy ja nie mówię na poważnie?
-...
-Dobra będę za dziesięć minut i razem Cię spakujemy. Do której masz być gotowa?
-Najpóźniej mam być gotowa piętnastą. Do tej pory nie wiem kto nas zawozi!
- Pewnie jakiś taksówkarz, który jest seksowny!
-ROZALIA!
-Dobrze. Będe za siedem minut.
*połączenie zostało zakończone*
Czemu te siedem minut ciągnie się w nieskończoność? Leżę tak na podłodze wyczekując przyjaciółki wieczność. Postanowiłam poćwiczyć przekładanie nóg za głowę w pozycji leżącej. Po chwili usłyszałam śmiech.
- Jak dziecko - westchnęła Rozalia. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Jestem młodsza, mogę - pokazałam w odpowiedzi język.
- Widać! Teraz won do szafy! - pisnęła i pobiegła w kierunku mojej garderoby. Zaczęła wyciągać z niej spodenki, koszulki i szpilki.
- Nie chcę Cię martwić, ale tam będzie -15 stopni - założyłam ręce na krzyż. Pokiwała tylko głową i zaczęła znowu chować to co wyjęła do szafki.
Spojrzałam na zegarek, dziewiąta czterdzieści. Ile ona wybiera te ubrania? Wstałam z podłogi i zaczęłam iść w jej kierunku, w odpowiedzi dostałam majtkami w twarz. Dało mi to do zrozumienia, że nie mam prawa się zbliżać. Ponownie spoczęłam na ciepłym dywanie tym razem przykryta kocem, byłam naprawdę zmęczona. Włączyłam nickelodeon, na którym obecnie leciał maraton Pingwinów z Madagaskaru. Po kilku słowach słodkich pingwinków zamknęłam oczy i zasnęłam bardziej przytulając się do kocyka, ciepluuutko! (:3)
~*~
Rozalia
Właśnie kończyłam pakować Ari kiedy do pokoju wparadowało dwóch chłopaków w kurtkach szalikach i czerwonych nosach. Szybko rozpoznałam w nich Armina i Alexego.
- Hejka! - krzyknęli obydwoje.
- Oczekiwałam seksownego taksówkarza a nie dwóch przygłupów - odpowiedziałam przyglądając się czarnej bluzie z króliczymi uszami na kapturze.
- Ja jestem seksowny czego Ty chcesz? - zapytał szatyn i klepnął się w tyłek szyderczo się uśmiechając. Drugi z bliźniaków wybuchł śmiechem.
- Co robisz? - zadał ponownie pytanie szatyn.
- Pakuję Arianę! - oznajmiłam i schowałam ją do jej torby.
- Właśnie! Gdzie ona jest? - wtrącił się niebieskowłosy. Wskazałam w odpowiedzi na podłogę na której leżała Ariana przykryta kocem. Urzekł mnie widok śpiącej przyjaciółki.
- Ej no zaraz jedziemy! - krzyknął Armin!
- Jezu, ciszej. Miała w nocy koszmary i nie mogła spać. - warknęłam na niego - kto was zawozi na konkurs? - spojrzałam na Alexego, który się rozglądał.
- Armin - zabrzmiało to jakby mówił sam do siebie.
- Mówiłem, że jestem seksownym taksówkarzem! - klasnął w dłonie i znowu klepnął w tyłek, ale tym razem sięgnął po konsole, która się tam znajdowała. Nie interesowało mnie to tylko zachowanie Alexego. Usiadł na łóżku i przyglądał się punktowi, który nie wiem gdzie się dokładnie znajdował. Rzuciłam trzymane w ręku buty i usiadłam obok niego.
- Co jest? - szturchnęłam go w ramię.
- Nic - uśmiechnął się szeroko.
- Wiem, że jednak coś jest.
- Nie.
- TAK!
- JEST! - wtrącił się Armin - od piątku jesteś taki! Ciągle gapisz się w ściany! Niedługo zamienisz się w drugiego Lysandra! Nie wytrzymam! - po tych słowach wrócił go gry na konsoli.
- Coś z chłopakiem? - zapytałam cicho. Schował twarz w dłonie.
- To, aż tak widać?! - pisnął. Pokiwaliśmy głowami. - Powiem wam kiedy indziej, bo to ważne. Mogę obudzić Ariane? - zgrabnie zmienił temat i spojrzał na nas. Ponownie pokiwaliśmy głowami. Szybko zerwał się z łóżka i leniwie usiadł obok śpiącej przyjaciółki. Podczas przebudzania, które okazało się nie lada wyzwaniem zrobiła coś czego sie nikt nie spodziewał. Jednym zgrabnym obrotem wyglądowała w pozycji leżącej na kolanach Alexego mówiąc "Pingwinki mówią opa opa!". Równocześnie wybuchnęliśmy śmiechem, Armin nawet zaczął płakać. Zauważyłam, że niebieskowłosy pierwszy raz się uśmiecha od naszego przybycia. Spoglądając na zegarek poinformowałam ich, że jest godzina czternasta trzydzieści.
- Rozalia zniszczyła Ci wszystkie buty na obcasie - krzyknął do Ariany. Zaskakującym było to z jaką szybkością się obudziła. Spojrzała na mnie wrogim wzrokiem i przetarła oczy.
- Nie mam siły Ci nakopać ale odkupujesz mi nowe - oznajmiła zaspałym głosem. Chyba nadal nie wiedziała gdzie się znajduje.
- To Ty mu wlazłaś na kolana i mówiłaś "Pingwinki mówią opa opa"!! - krzyknęłam jednoczeście z Arminem. Spojrzałam ponownie na niebieskowłosego, który cały czas się uśmiechał.
- Rozalia zniszczyła Ci wszystkie buty na obcasie - krzyknął do Ariany. Zaskakującym było to z jaką szybkością się obudziła. Spojrzała na mnie wrogim wzrokiem i przetarła oczy.
- Nie mam siły Ci nakopać ale odkupujesz mi nowe - oznajmiła zaspałym głosem. Chyba nadal nie wiedziała gdzie się znajduje.
- Wygodnie Ci? - wyprzedził mnie Armin. Spojrzała w moją stronę, a potem w prawą. Uderzyła głową o tors Alexego. Gdy tylko uświadomiła sobie co robi odskoczyła jak szalona i zaczęła dyszeć, była przerażona.
- Wy to specjalnie zrobiliście! - pisnęła.- To Ty mu wlazłaś na kolana i mówiłaś "Pingwinki mówią opa opa"!! - krzyknęłam jednoczeście z Arminem. Spojrzałam ponownie na niebieskowłosego, który cały czas się uśmiechał.
~*~
Ariana
Załamałam się. Kiedy oni tu przyszli? Zresztą to mało istotne w tym momencie.
- Ale to nie możliwe nigdy nie mówię przez sen! - ponownie pisnęłam.
- Ej, nie wkurzaj się tak! - pisnął Alexy i zasłonił mi buzię ręką. Polizałam mu dłoń w oznace, że mi się to nie podoba - puszczę jak się uspokoisz, że pingwinki mówią "opa opa"! - dodał. Spojrzałam na przyjaciółkę, która miała niezły ubaw, a Armin przylądał się z ciekawością. Pokiwałam głową na znak żeby mnie puścił.
- Już się uspokoiłam - oznajmiłam - pingwinki mówią opa opa - dodałam z irytacją w głosie.
- Ok wstajemy księżniczki pora wyjeżdżać! - wtrącił się szatyn. Pokiwałam głową i równocześnie z Alexym podniosłam się do pozycji stojącej. Spojrzałam na chłopaka, który miał wielkie oczy.
- O jezusie jaka Ty maluśka! - pisnął. Miał rację, ponieważ teraz sięgałam mu do ramienia, gdy byłam na wysokich butach byłam wysoka do jego obojczyka. Zrobiłam podkówkę na ustach w odpowiedzi, byłam najmniejsza w pokoju.
- Zaraz się to zmieni! - pisnęłam i zaczęłam zakładać buty na wysokim obcasie.
- Przecież tam jest -15 stopni! - zganiła mnie Rozalia.
- Wygrałaś - westchnęłam i zaczęłam zakładać timberlandy. Byłam wkurzona, że każdy czepia się o mój wzrost. Nie ozdywając się do nikogo zaczęłam pakować 3 tomy "Kobato" do torebki. Nadszedł czas wyjazdu, będzie mi ciężko bez Rozy.
- Do czwartku - przytuliła mnie na pożegnanie. Odwzajemniłam uścik. Trwałyśmy tak chwilę, ale niestety ktoś musiał ją przeszkodzić.
- A mnie to tak nie przytulisz nigdy! Twojego seksownego taksówkarza! - wydarł się Armin. Westchnęłam i podeszłam do niego w celu przytulenia, gdy to zrobiłam wziął mnie na ręce i zaczął nieść.
- A mnie to tak nie przytulisz nigdy! Twojego seksownego taksówkarza! - wydarł się Armin. Westchnęłam i podeszłam do niego w celu przytulenia, gdy to zrobiłam wziął mnie na ręce i zaczął nieść.
- Puść mnie! - krzyczałam na cały dom - pomocy pedofil! - Zamruczał mi do ucha.
- Piszcz głośniej, to podnieca taksówkarzy! - krzyknął i miałknął. O nie tego było zdecydowanie za wiele. Polizałam go w nos, od razu mnie puścił przez co uderzyłam siedzeniem w zimne kafelki kuchni. Jęknęłam z bólu.
- Ty jesteś jakiś niewyżyty!! - wydarłam się teraz serio na cały dom. Po tych słowach zaczęłam wijać się z bólu. Nagle do kuchni wybiegli Rozalia i Alexy.
- Przepraszam, nie chciałem, przepraszam! - klęczał nade mną szatyn powtarzając ciągle to samo. Jasne, że mu wybaczę, ale teraz mogę się z nim chwilę podroczyć. Moją satysfakcję przeszkodził drugi z bliźniaków. O dziwo bardzo mnie to ucieszyło, bardzo.
- Nic Ci nie jest? - zapytał z troską w głosie.
- Nie, to tylko upadek - po tych słowach postanowiłam się podnieść, syknęłam z bólu i znowu wyglądowałam na podłodze.
- Nie, to tylko upadek - po tych słowach postanowiłam się podnieść, syknęłam z bólu i znowu wyglądowałam na podłodze.
- Zajedziemy do apteki po leki i jutro minie - zapewniał mnie Alexy. Po chwili zbliżył sie do mnie i przytulił. Odwzajemniłam jego uścik. Uwielbiałam ciepło, troskę i uczucie jakie wkładał w przytulanie mnie. Mogłabym przytulać się z nim całą wieczność. Nim się obejrzałam byłam w jego ramionach. Niósł mnie do samochodu jak do ślubnego kobierca, uśmiechnęłam się do siebie. Położył mnie na tylnych siedzeniach i przykrył swoją kurtką. Podziękowałam mu uśmiechem i opatuliłam się nią bardziej. Intensywność perfum wsiąkniętych w kurtkę mnie zniewalała.
- Gotowi? - krzyknął Armin.
- Gotowi! - odpowiedzieliśmy. Godzina szesnasta dwie, wyruszyliśmy na konkurs.
Oryginalne komentarze.
OdpowiedzUsuńTrzymam zawsze Tobie w darze.
Bo ty w rozdziałach swych królujesz.
Nocnej weny nie marnujesz!
_______________________________
Rozdział świetny,oby tak dalej ♥
Najpiękniejszy komentarz jaki w życiu otrzymałam o.o
UsuńArigato :33
kooocham dawaj nast :c
OdpowiedzUsuńDziękuje, następny we wtorek :)
Usuń