poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział IV cz. 1

EDIT:  Ferie minęły tak szybko a ja mam dopiero IV rozdział w połowie.. Postaram się dodawać rozdziały przynajmniej raz w tygodniu i mam nadzieję, że was jakoś zadowolę tymi brakami. Have a nice day!


      Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Ciągle męczyło mnie pobicie przez koleżanki blondyny. Dochodziła godzina pierwsza czterdzieści osiem a ja nadal byłam w rozsypce. Może się poddać i pozwolić jej jechać na ten konkurs? Nie, nie mogę zrobić tego Alexemu i zostawić go na pastwę losu. Miałabym poczucie winy do końca życia za to co zrobiłam, jednak wreszcie ona by się ode mnie odczepiła. Zaraz, stop. Gdzie się podziała stanowcza, pewna siebie i asertywna Ariana? Uderzyłam z impetem w swoje czoło mając nadzieję, że się ocknę. Zawsze potrafiłam powiedzieć nie bez wahania, a teraz? Teraz się bałam, czułam, że bezsilna pod każdym tego słowa znaczeniem. Z nadmiaru informacji poszłam do łazienki obmyć twarz lodowatą wodą, to wystarczyło abym nabrała oleju w głowie. Moje nowe postanowienie? Nie dać się zwykłej pustej lalce, a przynajmniej nie pokazywać jej, że ta sytuacja mnie zmęczyła. Zadowolona ze swojej decyzji udałam się do łóżka, które od dłuższego czasu dawało mi do zrozumienia, że powinnam iść spać.

~

      Gdy rano otworzyłam oczy czułam, że jestem wyspana. Była to dobra informacja, gdyż czekał mnie cały dzień na zakupach z niebieskowłosym. Po rozciągnięciu się spojrzałam na zegarek znajdujący się na półce nocnej. Słucham?! Nie możliwe, zaraz się załamię. Zerwałam się z łóżka jak oparzona i pobiegłam do łazienki. Była już godzina dziesiąta czterdzieści a byłam umówiona z Alexym na godzinę jedenastą trzydzieści. Otworzyłam drzwi z takim impetem, że prawie wyrwałam je z nawiasów i szybko wykonałam podstawowe czynności związane z poranną toaletą. Jedyne co mi już pozostało do zrobienia to ubranie się i zjedzenie śniadania. Z nadzieją udałam się zjeść posiłek, który był tak gorący, że czas jedzenia go podwoił się. Spoglądając na zegarek wzięłam ostatni kęs i poleciałam do szafy jak torpeda. Nie mając czasu na strojenie się jak na pokaz moja stylizacja  składała się z przezroczystej koszuli, jeansowych spodenek, takiego samego braletu i czarnych szpilek na podwyższeniu. Przyznam, że w każdej mojej stylizacji są wysokie buty, ponieważ jak na modelkę byłam niska. Miałam jedynie 168 centymetrów wzrostu. Po ubraniu się zbiegłam po schodach (bieganie w szpilkach to już moja codzienność), chwyciłam torebkę i udałam się w kierunku drzwi wyjściowych. Z zadowoleniem stwierdziłam, że pozostało mi dziesięć minut do umówionego spotkania, zdecydowałam więc przejść się przez park z satysfakcją zdążenia na czas.
      Gdy znalazłam się pod centrum handlowym do godziny jedenastej trzydzieści pozostało pięć minut. Mając tę chwilę dla siebie postanowiłam zasiąść na ławce i wyjąć z torebki telefon aby rozpocząć kolejną rundę w grze z którą męczę się od jakiegoś czasu. Zawsze dochodziłam do poziomu piątego po czym nie wiedziałam co dalej robić. W trakcie gry totalnie straciłam poczucie czasu i nie zwracałam na nic uwagi. Tylko ja i moja gra. Nareszcie! Jestem na poziomie szóstym i znowu nie wiem co robić. Pozostało 10 sekund do końca gry, wtedy usłyszałam obok siebie czyiś głos:
      - Butelkę z wodą przestaw na dolną półkę, to zgniecie żabę i wygrasz. - Tak jak powiedział ktoś obok mnie tak zrobiłam. Z zadowolenia podskoczyłam i włączyłam pauzę.
      - O, tak! I kto jest mistrzem, no kto? Ja! - wydawałam z siebie okrzyki triumfu. Cieszenie się ze swojego zwycięstwa przerwał mi czyiś nie pohamowany śmiech. Spojrzałam na miejsce obok siebie i aż odskoczyłam ze strachu. Obok mnie siedział Alexy śmiejący się bardziej niż pozwalają na to jakiekolwiek ludzkie granice. Jego śmiech zaraził i mnie. Po uspokojeniu się nurtowało mnie jedno pytanie.
      - Słuchaj, od kiedy tu siedzisz? - zapytałam z nadzieją, że nie czekał na mnie zbyt długo. Chłopak wyciągnął telefon w celu sprawdzenia godziny i ewentualnego obliczenia czasu swojego pobytu na ławce.
      - Hm, tak od dwudziestu minut? - oznajmił wycierając łzę z policzka. Tak, śmialiśmy się doprowadzając się jednocześnie do płaczu. Jeszcze nigdy się tak nie śmiałam, a szczególnie bez powodu. - Nawet mnie nie zauważyłaś, bo byłaś wciągnięta w tę grę, ale przyznam, że i tak jestem w niej lepszy od Ciebie bez względu na to, że dopiero ją pierwszy raz na oczy widzę! - dodał robiąc swojego "Alexowego focha". Odwrócił się i udawał wielce obrażonego. 
      - No przepraszam! - zaczęłam go szturchać palcem. Bez skutków. - Weź! Przepraszam! - irytowało mnie już to, że się do mnie nie odzywał. Postanowiłam wskoczyć mu na plecy lecz on w tym samym momencie się odwrócił co spowodowało, że skok na plecy zamienił się w niedźwiedzi uścisk. Wleciałam na niego z takim impetem, że obydwoje wylądowaliśmy na ziemi powodując przy tym całkiem niezłe widowisko dla przypadkowego przechodnia.
      - Takie przeprosiny to ja rozumiem! - tylko tyle zdołał wykrzyczeć mój towarzysz zanim dostał ataku śmiechu większego od poprzedniego, zresztą ja też poszłam w jego ślady. Śmialiśmy się około trzech minut leżąc na chodniku i nie zwracając uwagi na spowodowane przez nas zamieszanie. Szybko zerwaliśmy się z ziemi i chichocząc udaliśmy się w kierunku wejścia do centrum handlowego.
Po uspokojeniu się zdecydowaliśmy, że pierwsze co odwiedzimy to dział z jedzeniem. Szybko przeszliśmy przez wszystkie piętra budynku i obładowaliśmy się jedzeniem z budek co znowu spowodowało dziwne spojrzenia przechodniów. Zadowoleni z siebie zajęliśmy stolik przy wielkim oknie i zaczęliśmy pożerać to co kupiliśmy. Podczas gdy ja kończyłam dopiero jeść kanapkę z Mc Doland'a on pochłaniał kolejną porcję frytek pogryzając to nuggetsami.
      - Człowieku, gdzie Ty to mieścisz?! - zapytałam z niedowierzaniem w oczach. W odpowiedzi dostałam uśmiech. W końcu postanowił się odezwać jednak to przekroczyło wszystkie moje oczekiwania. 
      - Będziesz jeszcze to jadła? - spytał wskazując na skrzydełka, które kupiłam. Przyznam, że już nie mogłam nic przełknąć. Pokiwałam głową na znak, że może to zjeść. Usatysfakcjonowany chłopak chwycił to co mu oddałam i gdy tylko odwróciłam głowę już tego nie było. Coś przykuło moją uwagę. Była to czerwona grzywa przypominająca tą co posiada nasz szanowny kolega Kastiel. Przyglądając się tak nie zauważyłam, że zbliża się w naszym kierunku osobnik, którym jak przypuszczałam okazał się on. 
      - Hejeczka - przywitał się z nami przy okazji bez pozwolenia zajmując miejsce obok nas.
      - Hejga, czo tam! - wypowiedział z pełną buzią niebieskowłosy
      - To ja się powinienem was zapytać co tam. Ja właśnie wracam ze sklepu muzycznego, wreszcie mam nowe struny do mojego cacuszka. - zaczął wgłębiać nas w swoje historie związane z jego gitarą i zespołem. Z nudów postanowiłam przeczytać informacje znajdujące się na opakowaniu ze strunami. Zgrabnym ruchem przyciągnęłam pudełko do siebie i rozpoczęłam ciekawą literaturę zwaną "Butterfly Quality".
      - Ariano Victorio Phantomhive - moją lekturę przerwał przerażający ryk - Czy ty mnie słuchasz? - zapytał z irytacją w głosie buntownik przy okazji mrużąc oczy.
      - Skąd znasz moje drugie imię? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie jednak irytacja chłopaka wzrosła do maksimum. Pokiwałam głową na znak, że go "słuchałam". 
      - Dobrze, to jak brzmiało ostatnie zdanie, które wypowiedziałem zanim mi przerwałaś swoim zamyśleniem? - podniósł głos o pół tonu. Nie wiedziałam co zrobić. Czułam, że jak źle odpowiem wrócę do domu z podbitym okiem, lecz postanowiłam zaryzykować.
      - Opowiadałeś jak bardzo mnie lubisz i cieszysz się na spotkanie z nami w tym miejscu. 
      - Boże zlituj się - wzniósł ręce w górę i zaczął się modlić - zabierz mnie od tej idiotki, zlituj się! - na te słowa wszyscy oprócz niego zareagowali śmiechem. Po uspokojeniu się zrobiłam Alexowego focha. Mnie się idiotką nie nazywa, nigdy! Odwróciłam się plecami do Alexego i Kastiela, którzy wielce zdziwieni zamilkli. Poczułam, że ktoś mocno kuje mnie w łopatkę jednak postanowiłam trwać na swoim. 
      - I co?! Popsułeś Ari, a ja miałem iść z nią na zakupy! - nakrzyczał na drugiego chłopaka Alexy.
      - Nie moja wina, że mnie nie słuchała! - odpowiedział krzykiem na krzyk. Uśmiechnęłam się i czekałam na dalszy rozwój wydarzeń, lecz takiego się nie spodziewałam. Poczułam, że ktoś bardzo dobrze zbudowany mnie przytula. Po zobaczeniu rękawów skórzanej kurtki wiedziałam, że tym kimś jest sam buntownik, Kastiel. Nie wiem dlaczego ale czułam się rozluźniona i jakaś szczęśliwa? Po ocknięciu się jedyne co usłyszałam to "przepraszam" wyszeptane do mojego ucha. Po tych słowach chłopak zniknął bez śladu...


4 komentarze:

  1. CUDOWNE, CZEKAM NA WIĘCEJ *O*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część druga rozdziału jest pisana w tym momencie przy kubku cieplutkiej herbatki. :) Spodziewajcie się drugiej części rozdziału bardzo szybko, bo wena mnie bierze, że masakra!

      Usuń
  2. Aaa Wiki, Wspaniałe <3
    Czekam na kolejną część :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięku, dzięku :3 Rozdział w następnym tygodniu!

      Usuń