środa, 29 stycznia 2014

Rozdział III

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Zanim przejdę do rozdziału napiszę kilka istotnych i mniej istotnych rzeczy związanych z tym blogiem:

BLOG JEST PISANY NA PODSTAWIE BOHATERÓW GRY "SŁODKI FLIRT" ORAZ KILKU ODCINKÓW Z TEJ GRY. RESZTA JEST ZUPEŁNIE WYMYŚLONA PRZEZE MNIE.

PODKREŚLONE NA RÓŻOWO NAPISY W ROZDZIAŁACH TO ZAŁĄCZNIKI DO ZDJĘĆ DLATEGO POLECAM KLIKAĆ W NIE PODCZAS CZYTANIA - UROZMAICENIE WYOBRAŹNI GWARANTOWANE!

1. Blog ma niecałe 3 dni i liczba odwiedzin dochodzi już do 400 ! Jestem naprawdę zadowolona i cieszę się, że ktoś czyta moje amatorskie wypociny. 
2.Dziękuje osobom, które zgłaszają się do mnie na Facebooku w sprawie bloga. To naprawdę mi pomaga i dzięki wam wiem co mam zmienić, dodać lub usunąć! Co ja bym bez was zrobiła.
3.Do komentarzy została dodana opcja "anonimowy komentarz" dlatego zapraszam od teraz do udzielania się pod moimi rozdziałami - zwykłe "Chcę więcej!" i oczko autorki motywuje się i cieszy.
4.Został zmieniony motyw i tło. Co sądzicie? :)

Nie zwlekając dalej zapraszam do rozdziału numer trzy. Miłego (mam nadzieję) czytania!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

      Otworzyłam swoje obciążone oczy snem o godzinie szóstej trzydzieści osiem. Zdając sobie sprawę, że dzisiaj jest piątek od razu wyskoczyłam z łóżka jak oparzona. Ten piątek ma być wyśmienitym piątkiem! Nie mogę go przeleżeć w łóżku! Zbiegłam szybciutko na palcach do kuchni gdzie siedziała moja rodzina w komplecie. Ucieszył mnie ten widok.
      - Witaj rodzinko! - krzyknęłam z uśmiechem jak pięciolatek. 
      - Witaj córeczko. Co Ty dzisiaj taka wesoła? Stało się coś? - zasypał mnie pytaniami ojciec.
      - Tatooo, dzisiaj jest piątek! - krzyknęłam w odpowiedzi. Mike zrobił facepalma wydając przy tym głośny, charakterystyczny "plask."
      - Czyli wszystko jasne. Chodź do stołu, bo śniadanie wystygnie - powiedziała z wielkim uśmiechem rodzicielka. Podziwiałam ją za to, że codziennie uśmiech widniał na jej twarzy. Nawet w tragicznych sytuacjach potrafiła się uśmiechnąć i zarazić nim wszystkich. Dokładnie tak samo jak tata. Tylko dlaczego ani ja ani Mike nie otrzymaliśmy tego daru "zarażania uśmiechem?" Tego nikt się nie dowie a przynajmniej w najbliższym czasie się nie zapowiada.
      Po spożyciu śniadania składającego się z jajecznicy i dwóch kromek chleba świeżo przyniesionego z piekarni pobiegłam na górę ubrać się odpowiednio na ten cudowny dzień. Była końcówka lata więc warto z niej korzystać. Dzisiejsza "stylizacja" składała się z krótkich, schodzonych, jeansowych spodenek, do których ubrałam kwiatową bluzkę na krótki rękaw wsadzając ją w spodenki. Do tego zwykłe brązowe buty na koturnie i abstrakcyjne, białe okulary, które wprost uwielbiam nosić, lecz niestety nie miałam do czego. Skoro dzisiaj tak mocno świeci słońce nikt nie zauważy, że nie pasują do reszty. Po wreszcie skończonym pozowaniu do lustra żeby zobaczyć czy wszystko dobrze leży postanowiłam udać się do szkoły. Ten dzień serio zapowiadał się cudowny, ponieważ nie miałam dzisiaj matematyki - mojej zmory.

      Przez początek drogi szłam ze swoim starszym bratem, ponieważ okazało się, że jak pójdzie przez park to szybciej będzie w pracy i nie musi wcześniej wychodzić z domu. Żegnając się z nim pod miejscem, w którym pracuje poczułam, że ktoś stoi za mną. Nie zwlekając odwróciłam się zobaczyć kto to -  wtedy zaznałam szoku. Był to nie kto inny jak Kastiel. Jedyne co było inne w nim to to, że nie miał na uszach swoich olbrzymich słuchawek. Myśląc tak zapomniałam, że cały czas stoję przed czerwonowłosym, który patrzy na mnie jak na idiotkę.
      - No, mała nie spodziewałem się Ciebie w takim miejscu - zaczął. - Co Ty tutaj robisz tak w ogóle? - zapytał wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. Były ty Malboro Gold, które lubiłam najbardziej. Przyznam, że zdarzy palić mi się okazyjnie lecz to, że mój towarzysz lubi takie same jak ja było dla mnie kolejnym szokiem dzisiaj. - Może mi odpowiesz zamiast się gapić? - warknął tak, że aż doskoczyłam.
      - Wybacz, zauważyłam, że masz moje ulubione papierosy dlatego się zamyślałam - odpowiedziałam szybko z łagodnym uśmiechem. Stał wryty jak ściana i nic nie mówił. Wkurzyłam się. Teraz się nie dziwię dlaczego na mnie tak głośno warknął gdy się nie odzywałam. - Halo? - pomachałam mu przed oczami po czym zaczęłam się śmiać. Pierwszy wraz widzę chłopaka, który ma "zawiechę" gorszą ode mnie. Wtedy się ocknął i odpalił papierosa. Stałam czekając na odpowiedź a w zamian za to zostałam spoliczkowana w twarz aromatem wydychanego przez Kastiela dymu papierosowego. Wreszcie postanowił się odezwać. 
      -  Twoje ulubione powiadasz? - zaśmiał się. - Od kiedy takie grzeczne dziewczynki palą takie cuda zwane papierosami, co? - głośniej się zaśmiał.
      - Jak widać nie jestem taka grzeczna jak się Tobie wydaje - odpowiedziałam z taką pewnością siebie, że przechodnie spoglądali na mnie jak na Słońce czyli uciekali, bo w tej okolicy świeciło ono najbardziej.
      - No proszę, proszę - powiedział podając mi paczkę papierosów - Udowodnij skarbie co umiesz - dodał z zadziornym uśmiechem.
      - Jeżeli przestaniesz się tak uśmiechać zobaczysz moje "show" - stwierdziłam wyciągając papierosa i oddając mu resztę - I nigdy nie mów do mnie skarbie, bo stracisz te swoje białe ząbki i żadnej kolejnej dziewczyny nie poderwiesz! - dopowiedziałam to z takim uśmiechem, że wyleciał mi z buzi papieros wpadając pod koszulkę. Cholera! Zaczęłam szybko wsadzać tam głowę aby poszukać mojego papierosa. Mam! Był idealnie w staniku. Wyciągając go usłyszałam głośny śmiech. Kastiel dosłownie turlał się ze śmiechu obserwując moje wcześniejsze poczynania. Zrobiłam buraka na twarzy i zaczęłam podpalać papierosa nie zwracając uwagi na to, że on nadal się śmieje. Przecież w końcu przestanie. Gdy zaciągnęłam się po raz pierwszy buntownik stał już naprzeciw mnie i wyczekiwał obiecanego "show". 
Nie było to nic wartego uwagi, bo składało to się tylko z dymnych kółek i przenikania dymu między siebie. Po zakończeniu jakże atrakcyjnego pokazu czerwonowłosy zaczął klaskać i poruszać głową.
      - Jak na dziewczynę to nawet spoko - powiedział - Dobra koniec zabawy pora do szkoły mała. - wyznał ze sztucznym entuzjazmem. Wkurzyłam się. Nikt nie ma prawa nazywać mnie małą! Nikt!
      - Jak. Jeszcze. Raz. Nazwiesz. Mnie. Małą. Stracisz. Przyrodzenie. - mówiłam słowo po słowie. Jedyne co uratowało mnie przed wybuchem to zaciągnięcie się ostatni raz papierosem i wyrzucenie niedopałka za siebie. 
Przez resztę drogi milczeliśmy. Dla mnie było dobrze i niech tak zostanie. Mój towarzysz ze względu tego, że nie wymienialiśmy ze sobą dialogu postanowił uruchomić swój odtwarzacz i uraczyć mnie głośnymi bitami wydobywającymi się z jego słuchawek. Tak zaczarowana utworem postanowiłam spojrzeć na zegarek. Że co? Godzina siódma pięćdziesiąt pięć? To jakieś żarty. Spóźnię się na moje ulubione zajęcia z Panią Millers czyli plastyka. No załamię się naprawdę. Zaczęłam biec zostawiając czerwonowłosego w tyle i widać, że mu to odpowiada bo zmienił krok ze spaceru w chód żałobny. Nie zwracając na niego dalszej uwagi pobiegłam prosto do szkoły. Zajęcia mieliśmy z klasą do której chodzą bliźniacy - Alexy i Armin.
      Wbiegłam do sali równo z dzwonkiem. Cała zdyszana zajęłam miejsce obok Alexego, ponieważ obiecałam mu to dnia wczorajszego. Zmartwiony niebieskowłosy od razu zaczął prowadzić ze mną wywiad.
      - Hej Ari! Co się stało? Dlaczego jesteś taka zdyszana?! - zaczął.
      - Cześć, nic takiego po prostu Kastiel mnie zagadał i pobiegłam do szkoły. Wiesz, że nigdy nie odpuściłabym plastyki! - odpowiedziałam z wyrzutem w głosie na jego pytanie.
      - No dobra uznajmy, że Ci wierzę! - uśmiechnął się - dzisiaj malujemy martwą naturę! Cieszysz sie? Bo ja bardzo! - krzyknął tak, że nauczycielka skarciła go wzrokiem. Z mniejszym już entuzjazmem wyciągnął z toby farby i pędzelki. Ja uczyniłam to samo. Razem udaliśmy się nalać wody do kubków i zaczęliśmy malować to co znajdowało się przed nami. 
      Półtorej godziny później skończyłam swoją pracę i obserwowałam jak Alexiątko (postanowiłam go tak nazywać, bo często zachowuje się jak dziecko) męczy się ze swoją pracą. Jeden pędzel miał w buzi, inny w lewej ręce a drugi w prawej. Wyglądało to przekomicznie! Jednak gdy zobaczyłam, że niebieskowłosy już kończy pracę dosłownie oniemiałam. Nie miałam pojęcia, że kryje się w nim taki ogromny talent. Niestety zauważył moją zakłopotaną minę i zetknął się ze mną wzrokiem.
      - Coś nie tak? - zapytał odkładając swoje pędzle do kubka z brązową już wodą.
      - Nie, nic po prostu oglądam twoją pracę - odpowiedziałam niepewnie 
      - Rozumiem. Wiem, że nie jest to najlepsze ale serio się starałem! - próbował mnie przekonać do swojej pracy. Myślałam, że zaraz wybuchnę.
      - Człowieku to jest piękne co ty pierdolisz! - powiedziałam z bananem na ustach.
      - Naprawdę? Dziękuje, że tak sądzisz! - krzyknął i ścisnął mnie swoim uściskiem. Przyznam, że był teraz przyjemniejszy niż za pierwszym razem w parku gdzie prawie mnie udusił. Niestety te chwile przeszkodziła nam nauczycielka chrząkając na znak, że się to jej nie podoba.
      - Panie Molière jeżeli podoba się Panu panienka Phantomhive to proszę ją zaprosić po lekcjach na kawę. Teraz jest lekcja i chciałabym przyjrzeć się waszym pracą, które rozumiem, że są już skończone skoro macie czas na flirty. - oznajmiła z obrzydzeniem w głosie. Nie dziwiłam się, że nie jest zamężna jeszcze w tym wieku skoro na takie rzeczy reaguje z obrzydzeniem. Oderwaliśmy się od siebie z Alexym jak oparzeni i mierzyliśmy wzrokiem nauczycielkę, która zaczęła już oglądać nasze prace. Oglądała je może z pięć minut. Zniecierpliwiona zaczęłam się pytać:
      - I co pani sądzi? - zaczęłam niepewnie. Podniosła na nas wzrok i zdjęła okulary z nosa.
      - No, no. Widzę, że w końcu mamy jakiś artystów - uśmiechnęła się. - Chciałabym was zgłosić do międzyszkolnego konkursu plastycznego, który odbędzie się za dwa tygodnie. Będzie trwał dwa dni więc będziecie zwolnieni przez te dni z lekcji. Co wy na to? - zapytała marszcząc brwi. Spojrzałam na mojego towarzysza, który wręcz kipiał radością na wieść o tej informacji. Nie miałam nic innego do wyboru tylko się zgodzić.
      - No dobrze niech będzie - oznajmiłam nieśmiało lekko się uśmiechając. Alexy tylko pokiwał głową na znak zgody. Podczas gdy zadowolona nauczycielka odeszła od naszego stolika rozbrzmiał dzwonek ogłaszający przerwę. Wszyscy uciekli już z klasy tylko ja i niebieskowłosy. Postanowiłam zostać drugim Alexiątkiem i pisnęłam z radości. On poszedł w moje ślady. Skakaliśmy tak z radości przez może pięć minut nie odzywając się do siebie. Były one zbędne, bo rozumieliśmy się bez słów. Gdy zadzwonił dzwonek pożegnaliśmy się.
      Podczas drogi do kolejnej sali lekcyjnej poczułam, ktoś łapie mnie za ramiona. Przestraszyłam się. Poczułam, ta osoba wbija mi paznokcie w ramiona więc postanowiłam się odwrócić twarzą do niej. Bez skutków. Trzymała mnie tak mocno, że nie mogłam nawet się poruszyć o milimetr. Było już dawno po dzwonku więc nie miałam szans na ratunek. Nagle po schodach zaczęła schodzić bardzo wysoka blondyna na dziesięciocentymetrowych szpilkach. Nie znałam jej imienia ale widziałam tylko jak wrogo patrzała na mnie podczas lekcji plastyki. Gdyby wzrok zabijał umarłabym może z 8 razy. Tego nie przeżyłby nawet kot. Podeszła do mnie i złapała mnie za brodę.
      - No popatrzcie! Nowa i już ulubienica pani od plastyki - powiedziała z kpiną w głosie - A teraz posłuchaj. Od zawsze to ja chciałam jechać na ten konkurs więc zrezygnujesz z niego i to ja pojadę z Alexym, wszystko zrozumiane? - mocniej ścisnęła moją brodę rozkazując mi przy tym patrzeć w oczy. Głośno się zaśmiałam.
      - Jeżeli myślisz, że się Ciebie boję to dyrektorka ma męża - powiedziałam z zadziornym uśmiechem. Czułam, że przebywanie w obecności Kastiela mnie zmieniło.
      - No popatrzcie jaka pyskata! Lee proszę zajmij się naszą nową psiapsiółką jak należy. -  wtedy zza ściany wyłoniła się brunetka z prostą grzywką. Biegiem do mnie podeszła i pierwsze co zrobiła to uderzyła mnie w twarz. Zaczęłam się wyrywać z uścisku dziewczyny, która nadal mnie trzymała lecz ona tylko splotła mi ręce z tyłu i już kompletnie nie mogłam się ruszyć. Z zaskoczenia zostałam uderzona drugi raz. Teraz zauważyłam na ręce dziewczyny krew. O nie tego było za wiele. Wtedy znienacka dostałam z pięści w brzuch. Zaczęłam zginać się w pół z bólu. Wtedy zadzwonił dzwonek oznajmujący koniec lekcji. Blondynka chwyciła mnie ostatni raz za podbródek i powiedziała:
      - Radzę przemyśleć decyzję skarbie. Buźka! - krzyknęła uciekając ze swoimi towarzyszkami. Leżałam na korytarzu bezradna lecz postanowiłam się podnieść i pójść do pierwszej lepszej łazienki żeby się chociaż ogarnąć. Moje postanowienie? Nie dać się jej tak łatwo. Idąc z głową w dół i ręką na brzuchu szłam przed siebie kiedy poczułam, że na kogoś wpadam. Na szczęście byli to Armin, Alexy i Lysander ale postanowiłam ich zignorować i jak najszybciej udać się do łazienki. Gdy chciałam to zrobić poczułam, że ktoś obejmuje mnie w talii i obraca do siebie. 
      - Czemu nas ignorujesz? - zapytał z wielkim wyrzutem Armin, który teraz oderwał się od konsoli. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Z głową w dół odpowiedziałam.
      - Zostawcie mnie muszę do łazienki. - zaczęłam się mu wyrywać.
      - Ej, popatrz na mnie i powiedz co się dzieje. Weź. - zaczął mówić i nie chciał odpuścić, że na niego nie patrzę. Chciał dotknąć mojej brody ale gdy to zrobił od razu odsunął rękę, bo zobaczył na swoich palcach krew. Przeraził się ale postanowił spróbować po raz drugi. Kolejny raz chciał podnieść moją brodę lecz cały czas się upierałam. Za czwartym razem mu się udało. Gdy na mnie spojrzał odskoczył jak oparzony i jedyne co udało mu się krzyknąć było "O kurwa" zanim zemdlał. Lysander zawsze pomocny podbiegł do Armina i zaczął go policzkować aby się obudził. Korzystając z okazji chciałam uciec lecz przeszkodził mi ktoś kto szarpnął mnie za rękę. Był to drugi z bliźniaków. Stanowczo przyciągnął mnie do siebie i z automatu podniósł moją głowę by móc się przyjrzeć mojej twarzy. W jego oczach było widać szok i załamanie. Jedyne co teraz chciałam i mogłam zrobić to zacząć płakać. Pierwsza łza spłynęła po moim policzku, która sprawiła mi ból, ponieważ spłynęła na ranę na policzku. Syknęłam z bólu i zaczęłam bardziej płakać nie zwracając już uwagi na piekące miejsca na mojej twarzy. Alexy widząc to chwycił mnie za rękę i poleciał do pielęgniarki. Było to jedyne spokojne i puste miejsce w całej szkole. Miny uczniów patrzących na mnie były bezcenne. Zakrwawiona, płacząca dziewczynka. No normalnie jak z horroru wzięta. Gdy doszliśmy do pielęgniarki chłopak posadził mnie na łóżku szpitalnym i pobiegł po coś do szafki. Czekając na niego około pięciu minut oglądałam krew kapiącą mi na rękę i tworzącą czarodziejskie wzorki. Było to przepiękne jak kilka kropel połączyło się i tworzyło na przykład serduszko z zawijasami. Moją zabawę przeszkodził mi chłopak, który kazał mi siedzieć nieruchomo i patrzeć przed siebie. Chwycił gazik i wodę utlenioną.
      - Nie chcę, nie rób. - zaczęłam gdy od razu mi przeszkodził.
      - Proszę daj mi to zrobić, bo wda się zakażenie i będziesz bardziej płakała - powiedział z prośbą w głosie. Musiałam się zgodzić. Gdy tylko pokiwałam głową poczułam bardzo bolesne pieczenie. Głośno syknęłam z niesamowicie strasznego bólu. Niebieskowłosy widząc to złapał mnie za rękę i mocno ściskał. Po około trzydziestu sekundach ból minął jednak to nie był koniec. Z tego co wiem pozostało jeszcze pięć ran do odkażenia. Z każdą raną ból wzrastał i wydłużał się. Po dwudziestu minutach każda rana była już zaklejona słodkimi małymi plasterkami a ja odetchnęłam z ulgą. Jednak w moich oczach nadal były łzy. Poczułam się bezsilna, bo wiedziałam, że ta blondynka nie da mi spokoju przez najbliższy czas. Poroniłam pierwszą łzę.
      - Błagam, nie płacz już, bo sam zacznę płakać! - krzyknął z uśmiechem mój zbawiciel. Odwzajemniłam uśmiech ze łzami w oczach i rzuciłam się na niego z wielkim uściskiem, który od razu odwzajemnił. Staliśmy może tak z pięć minut.
      - Prz-rzepraszam - powiedziałam po chwili. Chłopak spojrzał mi w oczy. Miał różowe soczewki więc wyglądał jak dziecko z anime wzięte.
      - Wybacz, że pytam ale za co? - zapytał 
      - Usmarkałam Ci koszulkę - oznajmiłam. Na to zdanie zareagował śmiechem i wzmocnił uścisk. Trwaliśmy tak chwilę kiedy do pokoju pielęgniarki wparowali chłopcy.
      - No, kurwa niepotrzebnie się martwiłem! Widzę, że sobie świetnie radzicie. - wydyszał Armin uśmiechając się podejrzliwie. Alexy zaczął się śmiać.
      - Debilu, przecież wiesz, że mam chłopaka więc oszczędź sobie - odpowiedział z uśmiechem. Poczułam się dziwnie. Przytula mnie a ma chłopaka? Tóż to zdrada! Oderwaliśmy się od siebie pod moim pretekstem, że już jest dobrze. 
      Podziękowałam im za pomoc i powiedziałam żeby mnie zwolnili z lekcji, bo nie jestem w stanie siedzieć dalej w szkole. Po uzgodnieniu wszystkiego udałam się w kierunku domu. W czasie drogi postanowiłam spojrzeć na telefon. 5 sms od Lysandra o treści gdzie jestem, 1 połączenie od Lysandra, 2 połączenia od Armina i 1 sms od Alexego, który doszedł przed sekundą. Postanowiłam odczytać zawartość.


Od Alexiątko :D :
To jak? Jutro idziemy na umówiony szoping? Dasz radę? :C + 
Masz mi opowiedzieć co się stało, bo się martwię! 
Jestem twoim braciszkiem muszę wszystko wiedzieć *foH*!

Uśmiechnęłam się na podczas czytania sms'a. Naprawdę przejął się rolą mojego braciszka. Odpisałam mu, że wszystko nadal aktualne, że wszystko opowiem. Nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia. Mam nadzieję, że będzie on lepszy niż dzisiejszy...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Pozdrowienia dla Rudej Kasi Tomczyk, która towarzyszyła mi podczas pisania opowiadania.
Oczywiście pozdrowienia także dla Sary, która obchodzi dzisiaj urodziny! Sto lat!

Przyznam, że dzisiejszy rozdział średnio mi się podoba. Mało oryginalny moim zdaniem i mało się dzieje ;/ Proszę o opinie i komentarze! :)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



8 komentarzy:

  1. Naprawde rozdział jest super ( ładnie mówiąc ;* ) czekam na kolejny .. boze nie moge sie doczekac ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej pierwszy komentarz pod rozdzialikiem :) Cieszę się, że się podoba dziękuje!

      Usuń
  2. Czekam na następny rozdział, bardzo fajne opowiadania.
    + ARMIN JEST MÓJ :<
    Pozdrawiam~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mnie suczko zdenerwujesz to celowo zrobię, że Armin się zakocha w bracie Ariany zobaczysz! A tak wgl to dzięku :3

      Usuń
  3. Popracuj nad interpunkcją. Na prawdę, brak przecinków w kilku miejscach serio odbiera przyjemność z czytania. A, jeszcze jedno: zdanie "No normalnie jak z horroru wzięta." rozwaliło mnie >< Moim zdaniem każdy rozdział przed publikacją powinnaś dać komuś "doświadczonemu" do przeczytania w celu odnalezienia i ewentualnego skorygowania błędów, zwłaszcza interpunkcji, której brak razi w oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiem, że nie jestem najlepsza z interpunkcji. Nigdy nie byłam ale nadal się uczę! :) Kiedyś napiszę ten "perfekcyjny rozdział" ale to jeszcze trochę potrwa. Dziękuje za pokazanie co jest źle postaram się jak piszesz znaleźć kogoś "doświadczonego" do tych spraw. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. kiedy kolejny ;)) ?

    OdpowiedzUsuń
  6. cudowny , czekam na kolejny ;>

    OdpowiedzUsuń