niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział IV cz. 2

~*~

Witam was bardzo serdecznie! Na moim blogu wybiło ponad 1000 wyświetleń!
Dziękuje wam za wielką motywację i to, że blog dzięki wam się rozwija. Zapraszam do drugiej części rozdziału IV... Czyżby Ariana poczuła coś więcej do naszego czerwonowłosego buntownika? Przekonajcie się - miłego czytania!
Ps Przepraszam, że taki krótki ale dalsze ciągnięcie tego rozdziału nie miałoby większego sensu.

~*~


[...] Po tych słowach chłopak zniknął bez śladu...

      Zamarłam bez ruchu... Co się przed chwilą właśnie wydarzyło? Nadal do mnie nie docierało, że Kastiel postanowił interweniować, a w dodatku w taki sposób. Czułam się bezsilna, nie potrafię nawet zaciągnąć się powietrzem. Ariana, czy ty się zakochałaś? N-i-e, nigdy! Przecież obiecałam sobie, że po odlocie z Polski nikogo nie pokocham, tak zapisałam w moim pamiętniku. Dokładnie, mam pamiętnik. W nim czasami (coraz częściej) wyrażam swoje emocje w postaci wierszy i piosenek, które później śpiewam gdy nikogo nie ma w pobliżu. Ciekawe co by pomyślał ktoś, kto by jakimś cudem dostał do niego dostęp? Jest wypełniony dosłownie minimetr po minimetrze tylko dla mnie zrozumiałym tekstem. Moje dłuższe zamyślenie przerwał mi szturchnięciem w ramię niebieskowłosy. 
      - No, no. Widzę, że będzie nowa para w szkole! Już widzę te statusy na Facebooku o miłości! - pisnął klaszcząc w dłonie. O nie, ja miałabym być z tym czerwonym przybłędą? Chyba w jakiejś telenoweli co najwyżej.
      - Tu już się nie martw, prędzej takie statusiki będę z blondyną pisała - cholera! Wygadałam się. Alexy spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, wyglądał przekomicznie. Brakowało tylko znaku zapytania nad jego niebieską czupryną. Szybko się uspokoił i przypomniał sobie prawdopodobnie o sms'ie, który pisał wczoraj.
      - Opowiesz mi dlaczego zostałaś pobita? Przez kogo? - zapytał ze skruchą w głosie. Skoro już jesteśmy przy tym temacie powinnam mu o tym opowiedzieć, przecież jest moim przyjacielem i starszym bratem. Pokiwałam na znak zgody i poszliśmy zamówić sobie po ciepłym napoju do kawiarni. Ta rozmowa zapowiadała się długa, pełna wyrzutów sumienia i przede wszystkim musiałam się komuś wygadać. Po otrzymaniu naszego zamówienia w postaci małej czarnej i zielonej herbaty udaliśmy się do pobliskiego stolika gdzie usiedliśmy naprzeciw siebie. 
      - A! Właśnie, zapomniałem Ci coś przekazać - z impetem chwycił swoją torbę i zaczął w niej grzebać. Po trzech minutach położył przed moją herbatą fioletowy kawałek papieru i długopis - Okazało się, że po tym jak wyszłaś ze szkoły szukała nas dyrektorka i oznajmiła, że konkurs plastyczny jest na drugim końcu Francji. Będziemy musieli na 3 dni wyjechać więc jest potrzebna twoja zgoda i zgoda twoich rodziców. Co się patrzysz, podpisuj szybko! - dodał. Chwyciłam długopis i chciałam złożyć na nim swój podpis jednak coś mnie zatrzymywało. "A teraz posłuchaj. Od zawsze to ja chciałam jechać na ten konkurs więc zrezygnujesz z niego i to ja pojadę z Alexym, wszystko zrozumiane?"  Te słowa siedziały mi w głowie. Spoglądałam na skrawek fioletowego papieru i czułam rozczarowanie. Dokładnie, byłam rozczarowana sobą. Odłożyłam długopis i włożyłam palce w swoje włosy, jestem słaba i beznadziejna. 
      - Ej, co się dzieje? - przerwał po raz kolejny moje myślenie mój towarzysz - Dlaczego nie podpisujesz? - dodał z podkówką na ustach i postanowił upić łyka kawy. 
      - Sprawa pobicia dotyczy tego - wskazałam na papier, na którym miał być mój podpis. Chłopak patrzący na mnie przymrużonym wzrokiem teraz otworzył oczy tak, jak to tylko było możliwe i zaczął się krztusić kawą. Podbiegłam do niego i zaczęłam go klepać po plecach. Po chwili wszystko już było w porządku, no może nie było.
      - Mogłem zginąć! - jego pisk zamienił się w krzyk. - A teraz mi powiesz o co naprawdę chodziło, dobrze? - zapytał tak poważnie, że przeszły mnie ciarki po ciele. Co się z nim stało? 
      - Skoro chcesz usłyszeć prawdę to właśnie ją usłyszałeś. Poszło o sprawę konkursu plastycznego - odpowiedziałam ze skruchą w głosie. Znowu w mojej głowie siedziały słowa blondynki, nawet nie znałam jej imienia. Spojrzałam mu w oczy, w których było widać gniew i zszokowanie. 
      - Opowiedz mi dokładniej - oznajmił i chwycił kubek z kawą. Szybko go złapałam i położyłam dalej od niego. 
      - Nie mam ochoty znowu ratować twojego życia - zaśmiałam się. W odpowiedzi dostałam uśmiech i wyczekujący wzrok. Nie było już odwrotu. 
      - Pamiętasz jak skakaliśmy całą przerwę w sali, bo pani nas wybrała, prawda? - pokiwał głową na znak potwierdzenia mojej wypowiedzi. - Gdy zadzwonił dzwonek wyszedłeś z klasy pierwszy. Ja wyszłam może trzy minuty po Tobie. Podczas drogi do klasy od tyłu złapała mnie jakaś dziewczyna i wbiła mi paznokcie w ramiona. - na myśl o pozostałych bliznach tych wbijanych paznokci złapałam się za ramię. Przełknęłam głośno ślinę i kontynuowałam - Nie mogłam się całkowicie ruszyć, nie wiem skąd ona znała mój słaby punkt. Po chwili na schodach znalazła się tleniona blondynka z grzywką na bok, która miała szpilki może 15- centymetrowe! - pokazałam mu na przybliżoną długość jej szpilki - Podeszła do mnie i zaczęła mówić, że mam zrezygnować z konkursu i to ona z Tobą pojedzie. Gdy się sprzeciwiłam zawołała swoją koleżankę. Wyglądała jak wyrwana z Azji, miała prostą, czarną grzywkę. Zaczęła mnie atakować i to są po niej pozostałości - wskazałam na zadrapania, które są jeszcze trochę widoczne. Gdy chciałam kontynuować przerwał mi Alexy. 
      - Czy ona do jasnej cholery nie może dać sobie pokoju? - widocznie się zdenerwował. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, nie wiedziałam o co chodziło. 
      - Ta blondyna to Amber. "Jest największą dziunią w klasie i szkole" - zdanie wziął w cudzysłów składający się z palców - pewnego dnia wyznała mi miłość i zaproponowała związek. Oczywiście jej odmówiłem, bo byłem wtedy w związku, zresztą nadal jestem ale to nie ma nic do rzeczy. Ona nie umiała zaakceptować, że jestem innej orientacji i zaczęła mnie prześladować. Każdą dziewczynę, która się ze mną zadaje zaczyna prześladować. Zazwyczaj po pierwszym ataku Amber wygrywa, lecz ty jak widać jeszcze nie odeszłaś. - ostanie słowa wypowiedział z uśmiechem - Dlatego wcześniej nasza grupa składała się tylko z facetów. Każda dziewczyna po tym ataku urywała z nami kontakt, nawet większość zmieniała szkoły, a każda z nich nie była nawet moją przyjaciółką więc nie wiem o co jej chodzi. - ukradł swój kubek z kawą i wziął spory łyk - Jak widać Ty najbardziej zaszłaś jej za skórę, od zawsze chciała iść na ten konkurs z tego co słyszałem ale jej prace są okroooopne! Poczekaj, pokażę Ci jedno z jej cudnych arcydzieł - zaczął klikać coś na swoim telefonie. Gdy pokazał mi arcydzieło Amber wybuchłam śmiechem. On dołączył w moje ślady. Śmialiśmy się może z pięć minut. Przerwaliśmy kiedy kelnerka z kawiarni zwróciła nam uwagę. Nurtowało mnie jedno pytanie. 
      - Ile to już trwa? - zapytałam kończąc swoją herbatę.
      - Pewnie o tym nie wiesz ale ta szkoła jest połączona z gimnazjum. Kiedy mi to wyznała byłem w 1 liceum czyli ona była w 3 gimnazjum. Dlaczego dziewczyny w jej wieku są takie głupie? - wybuchł śmiechem. Odchrząknęłam na znak, że mi się to nie podoba. Przecież jestem w wieku Amber! Po minucie Alexy się uspokoił. Siedziałam odwrócona do niego i obserwowałam to co się dzieje na zewnątrz. Jakaś kobieta szapie dziecko za rączkę, całująca się para i dziewczynki typu Swag ubrane w rzeczy ze sklepu militarnego. Ktoś znowu przerwał moje przemyślenia! Zabije zaraz! Poczułam, że ktoś mnie obraca o sto osiemdziesiąt stopni. Znowu straciłam orientację, przecież to był Alexy idiotko. Zanim się ocknęłam byłam w jego objęciach. Był strasznie gorący. Pasowało mi to, bo było mi strasznie zimno. Odwzajemniłam uścisk i zatrzęsłam się. Wzmocniliśmy uścisk.
      - Ty nie jesteś głupia - wyszeptał mi do ucha Alexy - masz podpisać ten cholerny papierek i masz mieć Amber gdzieś - westchnął - tym razem nie pozwolę żeby Amber mogła robić co chciała. Mam już dosyć. - na te słowa zadrżałam po raz drugi. - Nie wzięłaś bluzy, przecież dzisiaj jest chłodno. Chodź idziemy Ci kupić bluzę! Pozwól mi wybierać, proszę! - zaśmiałam się.
      - Niech będzie, ale nie masz prawa mi wybierać nic różowego - zrobiłam minę skrzywdzonego dziecka, zaraz po tym się uśmiechnęłam. Niebieskowłosy trzymał w ręku tą nieszczęsną kartkę. Szybko mu ją wyrwałam, złożyłam na niej swój podpis i schowałam do torebki. W podziękowaniu dostałam uśmiech i ramię w ramię udaliśmy się do jakiegoś sklepu. Mój towarzysz prowadził, ponieważ zgodziłam się, że wybierze mi bluzę. Przyznam, że nie mam żadnej, ponieważ w Polsce cały czas było ciepło (wiem fajny żart XD). W mgnieniu oka znaleźliśmy się pod jakimś dziwnym sklepem. Postanowiłam nie opuszczać Alexego o krok, ponieważ mogłam się zgubić. Był ogromny i śmieszny! Różne ubrania od cosplay'e po rzeczy z danej epoki. Szybko zauważyłam rząd z napisem "epoka wiktoriańska". Szybkim krokiem postanowiłam poprzeglądać rzeczy z tej kategorii. Nie mogłam uwierzyć, wszystko było takie piękne! Gorsety, spódnice, kokardki, podkolanówki, wszystko i jeszcze raz wszystko! Znalazłam prześliczną sukienkę, którą musiałam przymierzyć. Rozkloszowana spódnica od razu mnie przekonała. Podczas drogi do przymierzalni spotkałam Alexego.
      - Jak idziesz przymierzać to jeszcze to przymierz - podał mi wieszak z bluzą. Uśmiechnęłam się w podziękowaniu i udałam się do przymierzalni. Założyłam sukienkę i oniemiałam. Wyglądałam jak wyrwana z tamtej epoki. W końcu moje białe włosy do czegoś pasują.
      - No pokaż się wreszcie! - krzyknął niebieskowłosy. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z przebieralni. Spuściłam głowę w dół, nie wiedziałam co mam myśleć. Może tylko mi się zdawało, że pasuje? 
      - O matko i córko! Idealnie leży! - o dziwo wykrzyknęły to dwie osoby. Spojrzałam w górę i zobaczyłam kobietę, która wyglądała jak Alicja z krainy czarów i mojego towarzysza.
      - Jeszcze nikomu ta sukienka nie pasowała. Gdy tylko ktoś chce ją przymierzyć od razu lecę zobaczyć czy pasuje. W końcu znalazłam! - klasnęła w dłonie - Jest ona na koszt firmy. Z przyjemnością Ci ją oddaje. - podała mi dłoń - Renesmee jestem - jej uśmiech mnie zniewolił.
      - Ariana, miło mi - odwzajemniłam uśmiech. Tę chwilę przerwał krzyk.
      - No przymierz te bluzę, proszę! - pisnął Alexy. Myślałam, że zaraz się rozpłacze. 
      - Alexy! - warknęłam. Podniósł ręce na znak, że się poddaje. Pożegnałam się ze sprzedawczynią i udałam się przymierzyć bluzę. Gdy ją założyłam poczułam się dziwnie, była o dwa rozmiary za duża ale jakoś mi to pasowało.Rękawy zwisały z moich rąk i były za długie. Podczas zakładania kaptura zauważyłam, że są do niego doczepione wielkie czarne uszy. Nie mogłam zbytnio nacieszyć samotnością. Wyszłam po raz drugi z przymierzalni i znowu spojrzałam w podłogę. Jedyne co widziałam to podnoszące się ciało Alexego. Wziął mój podbródek i podniósł głowę tak abym spojrzała mu w oczy.
      - Słodko wyglądasz - uśmiechnął się - króliczku - dodał i chwycił moje policzki. O nie, litości!
      - Puci puci! - obydwoje wybuchliśmy śmiechem. Po zakończonym "pucianiu" strasznie bolały mnie policzki. Gdy spojrzałam w lustro zobaczyłam, że są całe czerwone. 
      - Teraz wyglądasz jeszcze słodziej siostrzyczko! - po tych słowach braciszek zaciągnął mnie do kasy. Zapłaciłam za bluzę, a nie przepraszam to Alexy za nią zapłacił. Uparł się, że to przedwczesny prezent na urodziny. Po opuszczeniu sklepu spojrzałam na zegarek. Dochodziła godzina dwudziesta trzydzieści. Obydwoje kiwnęliśmy głową i udaliśmy się do wyjścia. Dziwne, że aż tak bardzo rozumieliśmy się bez słów. 

      Dzięki bogu, że mam tę bluzę, bo na dworze zrobiło się strasznie zimno. Jedyne co mi czasami przeszkadzało to za duże rękawy, pora się przyzwyczaić. Przez drogę do domu szliśmy w milczeniu. Nie była to krępująca cisza, ponieważ coraz częściej komunikowaliśmy się poprzez czyny. Nie potrzebowaliśmy słów ale bez nich się nie dało. Wyszło, że obydwoje jesteśmy wygadani po swoich rodzicach. 
Gdy doszliśmy do mojego domu pożegnaliśmy się życząc sobie miłej reszty weekendu. 
      
      Po przywitaniu się z rodzicami i bratem poszłam do swojego pokoju. Szybko przebrałam się w piżamę i postanowiłam posiedzieć chwilę w internecie. Jak zwykle wszystkie portale społecznościowe były zasypane małymi dziećmi chwalącymi się swoim pierwszym łykiem alkoholu. Przyznam, że nie lubiłam czytać takich rzeczy. Po zamknięciu laptopa od razu udałam się w objęcia Morfeusza.




DROBNA ZAPOWIEDŹ ROZDZIAŁU
UWAGA UWAGA! Następny rozdział będzie widziany tylko oczami ALEXEGO! 
(Myśli Ariany pojawią się tylko w pierwszym akapicie. 
Tak możecie mnie osobiście zamordować, ale muszę ;-;)
Czyżby Alexy chciał odegrać się na Amber? Może się pokłóci z Arianą? A może ktoś powróci do Liceum Słodki Amoris?
TO WSZYSTKO W ROZDZIALE V!

4 komentarze:

  1. Przecudowny rozdział,kochanie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. cudny kiedy kolejny <3 ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się bez bicia, że dzisiaj napisałam rozdział V i VI... Pomęczę was i kolejny rozdział pojawi się najwcześniej w czwartek! :3 Ale warto poczekać, ponieważ rozdziały są długie, pełne miłości i rozczarowań!

      Usuń