wtorek, 4 marca 2014

Rozdział IX

~*~

Rozdział tylko i wyłącznie w oczach naszego niebieskowłosego pana. Zapraszam do komentowania! :>
~*~


Alexy

      Obudziłem się cały spocony nie wiedząc co się dzieje dookoła. Jedyne co pamiętam to, że podziękowałem mojej Arianie za opiekę nade mną. Powoli podniosłem się do pozycji siedzącej i wyciągnąłem telefon z kieszeni, godzina szósta siedem. Do pierwszego etapu konkursu pozostało dziesięć godzin, na pewno znowu nie zasnę. Wstałem i udałem się do łazienki w celu obmycia twarzy. Zza ściany było słychać znajome mi dzwięki z ulubionej gry Armina. Heh, pewnie znowu nie spał całą noc. Postanowiłem po ogarnięciu się udać się do niego w celu poszukania Ari, prawdopodobnie z nim teraz przesiaduje i obserwuje grę. Dlaczego nie umiem przestać o niej myśleć? Przez cały czas myślę tylko o jej uczuciach i jakby ona się czuła w danej sytuacji, nie zwracam uwagi na siebie. Westchnąłem i wytarłem głowę ręcznikiem, ponieważ postanowiłem ją umyć. Mokre kosmyki włosów przemoczyły mi koszulkę lecz nie zwracałem na to zbytniej uwagi. Chwyciłem szklankę i po nalaniu do niej wody z kranu udałem się do pokoju szatyna. 

W naszym domu nie ma zwyczaju pukania więc wszedłem do pokoju bez najmniejszej informacji, że mam zamiar to zrobić. Jednak to była sytuacja, w której pierwszy raz żałowałem tej decyzji. Przed moimi oczami znajdowali się Armin i Ari, którzy... całowali się. Dokładnie, całowali się. Poczułem się zmieszany, a za razem smutny. Przez moje chore rozmyślania upuściłem szklankę, która rozprysła się na milion małych kawałeczków przy okazji tworząc kałużę wody. Uniosłem jedną brew, gdy Armin oderwał się od mojej ukochanej, której ciało swodobnie poleciało na drewniane panele. Czyli, że ona spała? Nie rozumiem teraz niczego. Podczas obserowania jak szatynka bardziej rozkłada się na podłodze pogrążona snem szatyn zaczął krzyczeć:
      - No przeszkodziłeś mi! - stałem oparty o ścianę bez ruchu patrząc mu w oczy. Nie umiałem wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Na mój brak reakcji wstał i zaczął gestykulować wskazując jednocześnie na mnie i na dziewczynę. Głową dałem znak żebyśmy opuścili pomieszczenie i znaleźli inne miejsce do rozmowy. Ostatecznie wypadło na mój pokój. 
Po zamknięciu drzwi i zajęciu miejsc przy stole zaczął ciągnąć się długi dialog.
      - O co Ci chodzi? - zaczął Ar. Westchnąłem.
      - O nic. 
      - Jednak coś jest na rzeczy skoro milczysz! - krzyknął na cały hotel - jesteś taki od wtedy, kiedy pogodziłeś się z Aria... - przerwał i uśmiechnął się szyderczo - czyżbyś był zazdrosny?
      - Tak, jestem - schowałem twarz w dłonie. Nie wiedziałem co mam zrobić. 
      - Przecież Ty masz chłopaka więc o co cała sprawa? - dotknął mnie w czuły punkt. 
      - Nie, nie mam chłopaka - spojrzałem mu w oczy. Widać było w nich zmieszanie, zaskoczenie i radość?
      - No nareszcie zerwaliście! - klasnął w dłonie i podszedł do lodówki - trzeba to opić! 
      - To ja zerwałem, on nie miał nic do gadania - posniosłem się i oparłem o ścianę. Zdumiony moją wypowiedzią chłopak zaczął mnie wypytywać o szczegóły.
      - Ale jak to? Przecież go kochałeś, prawda? Musiał być powód! Mów co się stało, że zerwałeś z tym idiotą! Chcę znać powód! No powiedz mi! Zradził Cię? Ma innego? TY MASZ INNEGO? - wkurzył mnie.
      - Ja mam kogoś innego, przestań mnie wypytywać do jasnej cholery! - podniosłem głos jak nigdy wcześniej. Armin od zawsze był denerwujący i dociekliwy, a ja musiałem to znosić. Speszony zadał mi ostatnie pytanie.
      - Mogę wiedzieć kto? - zaczął nalewać soku po czym postanowił opróżnić zawartość szklanki. Głośno wciągnąłem powietrze przez usta i wypuściłem nosem. No koleś, nieźle wpadłeś. Dobra, to Twój brat więc może wiedzieć.
      - Braterska tajemnica, rozumiesz? - pokiwał głową jednocześnie potwierdzając umowę braterskiej tajemnicy. Zaczął pić koleją szklankę napoju. Braterska tajemnica nigdy nie może zostać złamana więc byłem bezpieczny. Uspokoiłem się i zacisnąłem pięści.
      - Ari - wyszeptałem i spuściłem głowę. Spodziewałem się krzyków, pretensji i wyrzutów sumienia kierowanych w moją stronę, czekałem na ewangelię od brata. Zamiast tego zadał mi pytanie, które mnie zaszokowało.
      - Jesteś tego pewny? Że zmieniasz orientację ze względu na nią? Jesteś świadomy, nie piłeś? - znowu zaczął zasypywać mnie krępującymi i kołującymi pytaniami.
      - Tak, jestem pewien swojej decyzji - przełknąłem głośno ślinę - kocham ją bardziej od mojego byłego. Nasz piękny dialog przerwało czyjeś wejście do pokoju. W drzwiach stała moja śpiąca księżniczka. Nie uczesana, nie pomalowana przecierała prawą dłonią jeszcze zamknięte oko. Popatrzała na nas zmęczonym i przyćmionym wzrokiem.
      - Przeszkadzam? - ziewnęła po zadaniu pytania. Obydwoje nie wiedzieliśmy co zrobić, przecież przed chwilą rozmawialiśmy o niej i moich miłosnych rozterkach.
      - N-nie, prawda Alexy? - zaczął nas usprawiedliwać brat.
      - Tak, d-dokładnie! - szybko odpowiedziałem.  
      - Uznajmy, że wam wierzę, bo chce mi się spać - ziewnęła ponownie - która godzina?
       - Szósta czterdzieści - odpowiedzieliśmy chórkiem. 
       - Rozumiem - zaczęła kłaść się na podłodze w dziwnej i nieznanej nikomu pozycji - dobranoc! - krzyknęła i zamknęła oczy. Armin zaczął się śmiać, a ja do niej podbiegłem i wziąłem na ręce.
      - Spać! - mruknęła - chcę spać, połóż mnie 
      - Nie śpij na podłodze, bo się przeziębisz - uśmiechnąłem się.
      - Nie mam siły, zanieś mnie do pokoju - nie zwracając uwagi na jej rozkaz położyłem ją do swojego łóżka, zatrzęsła się. 
       - Tutaj śpij - oznajmiłem i opatuliłem ją kołdrą - dobranoc, obudzę Cię za trzy godziny - gdy miałem się już oddalić od leżącej dziewczyny, ta szarpnęła mnie za skrawek koszulki.
       - Zostań tu aż nie zasnę, dobrze? - zadała mi pytanie ospałym i ztłumionym głosikiem. Uśmiechnąłem się szeroko i spojrzałem na brata, który odwzajemnił mój uśmiech. Gdy opuszczał pokój szepnął mi jeszcze do ucha:
       - Pora się pobawić w swatkę! - po tych słowach opuścił lokum. O nie, nie ma żadnej zabawy w swatkę. Tajemnica ma pozostać tajemnicą do samego końca, przecież jestem dla niej tylko starszym i opiekuńczym braciszkiem. Westchnąłem i obserwowałem śpiącą twarzyczkę szatynki, uśmiechnąłem się pod nosem wypuszczając głośno powietrze ustami.
         


~*~

       Przez dwie godziny siedziałem na tarasie paląc papierosy. Po skończeniu całej paczki uznałem, że wreszcie powinienem rzucić ten obrzydliwy nałóg. Zresztą, kogo ja oszukuję? To postanowienie trwa już dwa lata bez jakich kolwiek postępów.
        Podczas drogi do swojego pokoju nagle ktoś zaczął krzyczeć jakby mieli go zgwałcić. Nie zwracając na to uwagi szedłem dalej przed siebie. Po dotarciu do pokoju nikogo w nim nie zastałem, tylko mokrą podłogę i pościel. No ciekawie się zapowiada, niech ja tylko ją dopadnę! Wyszedłem z pokoju i od razu udałem się do celu. Po zapukaniu otworzyła mi Ariana, lecz widać nie było jej do śmiechu gdyż jej mokre ubranie i rozmazany makijaż mówiły za siebie.
        - CO! - wydarła się na mnie jako powitanie.
        - Co się stało? Uspokój się.
        - Ten zjebany idiota zaczął mnie polewać lodowatą wodą gdy spałam a potem sobie uciekł, rozumiesz to?! Miałam taki cudowny sen a on musiał to zepsuć! - chciała kontynuować, ale jej przerwałem.
        -  Ah, tak? O czym był? - uśmiechnąłem się szyderczo. Dziwinie się zaczerwieniła i zaczęła się jąkać.
        - No, no, ten tego... N-nie waażn-ne! Jak chcesz to wchodź, albo idź morduj Armina. Chwilkę, znowu paliłeś? - zmieniła temat i zaczęła się na mnie patrzeć z wyrzutem. Pokiwałem głową. - Ciągle mówisz, że rzucasz to palenie, a efektów nie widać! - wyciągnęła w moim kierunku dłoń - oddawaj wszystkie jakie masz, inaczej zacznę przeszukiwania jakich byś się nawet nie spodziewał. 
        - A-ale, weź! 
        - Nie ma żadnych ale! Oddawaj! - posłusznie wyciągnąłem z tylnej kieszeni paczkę papierosów i oddałem w jej ręce. - Pomożesz mi poszukać soczewek? Gdzieś zapodziałam pudełeczko.
        - Nie zakładasz soczewek.
        - Muszę je ubrać! Błagam Cię!
        - Bez nich Ci ładniej - uśmiechnąłem się delikatnie i otrzymałem to samo w zamian - idź się ogarnij, bo za dziesięć minut śniadanie.
        - Dobrze tato - jęknęła i zamknęła mi drzwi przed nosem. 

~*~

         Wraz z Arminem wyczekiwaliśmy na Arianę pod jej drzwiami. Po chwili stanęła przed nami.  Była ubrana w niebieskie rurki, szary sweter, a przez jej szyję był przewieszony różowy szalik.  
        - No wreszcie księżniczko! - jak zawsze najwięcej do powiedzenia ma szatyn.        
        - Ty masz najmniej do powiedzenia idioto! - warknęła
        - Doprawdy? To nie ja śpię całe dnie i noce!
        - Wolę spać niż całe noce nawalać w Lola!
        - Pogódźcie się wreszcie! - krzyknąłem. Miałem dość ich humorków, bolała mnie od tego głowa. Po sekundzie podziwiałem przytulających się przyjaciół. Wzruszająca scena.

Po dotarciu do restauracji w hotelu zajęliśmy stolik i zaczęliśmy spożywać posiłek. Można uznać, że jest całkiem znośny, ponieważ rewelacją tego nie można było w jaki kolwiek sposób nazwać. Najważniejsze było, że chociaż da się to zjeść. Podczas daleszego jedzenia moją uwagę przykuła blondwłosa postać, która siedziała dwa stoliki dalej od naszego towarzystwa. Skądś kojarzyłem te grzywę. Spojrzałem na moją ukochaną, która obserwowała chyba tą samą osobę co ja. Jakim zdziwieniem dla mnie było, że gdy tylko blondwłosy chłopak zaczął zbliżać się w naszym kierunku. Szatynka wyciągnęła gazetę i zaczęła ją czytać z udawanym zaciekawieniem. 
        - Witaj Alexy! Witaj Arminie! - przywitał nas i zasiadł do naszej trójki. Natan, brat Leyena. Jest o rok mlodszy ode mnie, ale często do niego przychodziłem po prostu porozmawiać. Sympatyczny z niego chłopak. Spojrzałem na Arianę, która strasznie się napięła, ale udawała nadal zaciekawienie gazetą. 
        - Hejeczka Nat! - odpowiedziałem - Co tutaj robisz?
        - Przyjechałem pooglądać zdolnych ludzi! Zaliczasz się do nich?                
        - Chyba tak - puściłem mu oczko. Jak widać nie zainteresowało go to, ponieważ zaczął przyglądać się Arianie, o co w tym wszystkim chodzi? 
         - Witaj Ariano. Dawno się nie widzieliśmy, nie sądzisz? - przez całą sytuację obserwowałem szatynkę, która coraz bardziej wyglądała na załamaną. - Nie odpowiesz mi?
        - Czego znowu chcesz? - Hm, oni się znają? W końcu odłożyła gazetę i zaczęła popijać kawę.
        - Nic słoneczko, stękniłem się za Tobą ślicznotko! - próbował dotknąć jej dłoni, bez skutku.
        - Wy się znacie? - w końcu zadałem nurtujące mnie pytanie.
        - Alexy, nie bądź idiotą! Przecież to moja była, nie pamiętasz? - Co? Ona była z Natanem, ale kiedy? - nawet z nią kiedyś na gadu-gadu pisałeś, tego też nie pamiętasz? - Równocześnie z Arianą na siebie spojrzeliśmy. Krztusiła się kawą. Widziałem w jej oczach zaskoczenie, radość i smutek?
Czyli, że ona jest...



~~C. D. N.~~


Przepraszam, że taki krótki, ale muszę pozostawić was w niepewności : )

4 komentarze:

  1. Genialne *-* Dawaj next bo nie wytrzymam :C Może dodasz też opowiadanie na Wattpada? (apka na phona)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię dotyczącą rozdziału ;) Next przewidywany na weekend, ponieważ muszę napisać dwa rozdziały do przodu. Z tą aplikacją to chyba średni pomysł, bo nie mam tylu czytelników aby umieszczać opowiadanie na innej aplikacji/stronce niż blogspot ;)

      Usuń