sobota, 1 marca 2014

Rozdział VIII

~*~

Zapraszam na mojego instagrama:
http://www.instagram.com/aloisija
oraz do komentowania, miłego czytania!

~*~

Ariana

Godzina szestansta dwie, wyjechaliśmy na konkurs.

      Przez pierwsze pół godziny każdy z nas był zajety soba. Armin nucił nieznaną mi melodię i prowadził auto, Alexiątko wpatruje się w okno i słucha własnej muzyki z odtwarzacza, a ja? Kończę czytać 3 tom Kobato, pozostało mi 10 stron do końca.
      - AAA! - pisnęłam na całe auto.
      - Co sie wydzierasz?! - pisnął Armin. Niebieskowłosy wyjął słuchawki z uszu.
      - Boże, co jest? - zapytał spokojnie. Westchnęłam.
      - Skończyłam czytać Kobato i nie mam co robić! - pisnęłam ponownie - czwartego tomu nie ma we Francji! - dodałam i zasłoniłam głowę kurtką - chce wiedzieć co powiedział pan od długów Kobato!
      - Co to jest to Kobato? - zirytował się kierowca samochodu.
      - Manga!
      - Manga?
      - Manga, manga! - ciągneliśmy ten dialog do momentu kiedy drugi z bliźniaków go nie zakłócił.
      - Pokaż mi pierwszy tom - wyciągnęłam w jego kierunku rękę z książką. Gdy ją ode mnie brał nasze dłonie się styknęły, poczułam jak przechodzi po moim ciele przyjemny, ciepły dreszcz. Stop! Ariana, idiotko. On nie może się dowiedzieć przez to, że na chwile straciłaś czujność! Opanuj się! Szybko schowałam rękę pod kołdrę składającą się z kurtki i obserwowałam jak niebieskowłosy z zaciekawieniem ogląda okładkę, a następnie zaczyna zagłębiać się w niesamowity świat różowej mangi. Potarłam prawe oko. Mogłam ich nie zakładać na wyjazd...

~*~

      Od wyjazdu na konkurs minęły dwie godziny. Arminowi skończyły się już piosenki do nucenia pod nosem, a Alexy przeczytał już wszystkie trzy mangi. Od dziesięciu minut siedzę na tylnych siedzieniach w jego towarzystwie, ponieważ uznał, że razem na tylnych siedzeniach weselej, na co Armin strzelił focha i podgłośnił muzykę. O nie, litości. Tylko nie disco polo! W całym samochodzie rozbrzmiewały piosenki w wykonaniu przeróżnych wykonawców tego gatunku, zaczęła mnie boleć głowa od słów "Miód malina" więc wyciągnęłam własny odtwarzacz z normalną muzyką. Po założeniu słuchawek i włączeniu muzyki na całą głośność moje uszy zaznały ulgi jakiej nigdy dotąd nie odczuwały. Poczułam jak ktoś stuka mnie w ramię, odskoczyłam ze strachu.
      - Ej to nie jest śmieszne! - pisnęłam na braciszka, który się ze mnie śmiał w najlepsze.
      - Jest! Twoja mina wyglądała jakbyś zobaczyła pedofila! - nadal nie przestawał się śmiać - moge posłuchać z Tobą? - zapytał już całkowicie opanowany. 
      - Pewnie - uśmiechnęłam się i podałam mu jedną ze słuchawek. Od razu ją przyjął i usiadł siedzenie bliżej, bo kabel był za krótki. Zaczęły lecieć pierwsze brzmienia piosenki.
      - I jak? - zapytałam.
      - Cii! - zganił mnie. Czyli mu się spodobała moja playlista, ucieszyłam się. Słuchaliśmy dalej mieszanin spokojnych piosenek. 
Przy około dwudziestej piosence coś ciężkiego opierało się o moje ramię. No kto by pomyślał, Alexy zasnął. Niebieskie kosmyki włosów swobodnie opadały na jego bladą, łagodną twarz. Przyzam, że wyglądał wyjątkowo słodko. Przez to, że opierał się o moje ramię na jego twarzy widniał grymas pięciolatka, który nie dostał zabawki. Zaśmiałam się cicho pod nosem i przetransportowałam jego głowę na moje kolana oraz przykryłam kurtką. Niech odpoczywa, zasłużył sobie. Przecież musiał transportować mnie na rękach do samochodu.  

"Za to Cię kocham. Jesteś idealny"
  
~*~

Alexy

      Nie wiem jakim cudem zasnąłem przy słuchaniu muzyki. To jest mój pierwszy przypadek, ale przyznam, że bardzo podobało mi się to, co słuchała Ariana. Nie wiedziałem, że ma taki dobry gust muzyczny.
O matko i córko ale mi gorąco, to przez ten koc. Zaraz, jaki koc? Otworzyłem oczy i zobaczyłem dach samochodu. To oznaczało, że leżę. Leżałem na kolanach Ariany. Czyli, że jak zasnąłem to mnie przeniosła? Jaka ona jest urocza! Podniosłem się niechętnie do pozycji siedzącej, bo pewnie ciężar mojego ciała jej przeszkadzał, myliłem się. Ari spała sobie w najlepsze opierając głowę o drzwi samochodu. Mój ukochany śpioszek, przecież gdy przyjechałem po nią z Arminem też spała, w dodatku na podłodze. Zazdroszczę jej, że potrafi zasnąć dosłownie wszędzie i w dodatku ciężko ją wybudzić. 
Postanowiłem poprzyglądać się jej twarzy. Długie brązowe włosy swobodnie opadały na jej ciało dodawały uroku jej drobnej, bladej twarzyczce. Jest najpiękniejsza na świecie.

"Jesteś idealna" 
      - Ar, ile jeszcze? - zapytałem, bo zauważył moje zaciekawienie twarzą Ari. Nie mógł się dowiedzieć! Przecież nawet nie wie, że już nie mam chłopaka. Ba, nie wie, że zmieniłem orientację.
      - Jesteśmy w Richland więc jeszcze piętnaście minut - odpowiedział ziewając. 
      - Zamienić sie z Tobą? Jesteś zmęczony - zmartwiłem się.
      - Nie, dam radę. Ty lepiej odpocznij jeszcze, bo Ari będziesz nosił do pokoju.
      - Nie martw się, przecież jest lekka - odparłem i się uśmiechnąłem.
      - Nawet za bardzo.
Faktycznie, Ariana była strasznie lekka. Mam nadzieję, że to nie będzie miało uszczerbku na jej zdrowiu. Rozumiem, że musi być szczupła z powodu pracy. Przykryłem ją moją kurtką i położyłem głowę na swoich kolanach. Pogłaskałem ją po główce. Odpoczywaj skarbie, jutro ciężki dzień przed Tobą... Ała, moja głowa!



~*~

      Godzina dwudziesta piętnaście.Tak jak powiedział brat dojechaliśmy piętnaście minut później do hotelu, w którym mamy spędzić najbliższe trzy noce i cztery poranki. Umowiliśmy się z Arminem, że ja niosę Ari i potem idę po resztę walizek, a on nas zapisuje do hotelu. Poprosiłem go, aby zajął nam trzem pokoje blisko siebie, bo przecież im bliżej tym raźniej dla wszystkich. Szedłem z ukochaną na rękach, wtedy szatyn podał mi dwa klucze z numerami 105 i 106. Spojrzałem na układ hotelu. Drugie piętro - nie jest źle. 
Po dotarciu na piętro otworzyłem pierwsze lepsze drzwi uznając, że to pokój szatynki i zaniosłem ją do łóżka oraz przykryłem kołdrą. Nie, nie wytrzymam. Napadła mnie chwila słabości i postanowiłem pocałować ją w policzek. Ma taką delikatną skórę, że moje usta zaznały odczucia całowania jedwabiu. Spojrzałem jeszcze ostatni raz na jej śpiącą twarzyczkę.

"Gdybyś tylko wiedziała ile dla mnie znaczysz,
kocham Cię." 
Szybko się ogarnąłem, zamknąłem pokój i pobiegłem do samochodu po walizki. 
      - Co tak długo?! - wydał się jak zawsze najukochańszy braciszek.
      - Szukałem pokoi - odparłem udając opanowanie.
      - Żeś szybko biegł tutaj, bo cały czerwony jesteś! - uśmiechnął się tajemniczo. Cholera ja się rumienie! Ale, że teraz? Lepszego momentu nie można było znaleźć. Westchnąłem i zacząlem brać walizki. Podczas zanoszenia walizek Ari z jej torebki zaczęła lecieć spokojna melodia - ktoś dzwonił. Postanowiłem odebrać.

Alexy: Słucham?
Mike: Kim jesteś? Gdzie Ariana?
-Śpi, stało się coś? Alexy jestem.
-Przyjaciel, tak?
-Dokładnie. 
-Słuchaj uważnie. *tłuczenie szklanki* Wybacz, masz obudzić Arianę!
-Ale po co? Kim jesteś?
-Jestem jej bratem. Ty nie rozumiesz jaka jest poważna sytuacja. Ona nosi soczewki i ostatnio była u lekarza. Jeżeli będzie w nich spała lub długo nosiła zaczną ją boleć oczy i może dojść do krwotoku oka! *tłuczenie* Cholera! Rozumiesz? *tłuczenie* Ona jest taka głupia, że nie umie sama zdjąć soczewek. Na początku będzie Ci mówiła, że nie nosi ich. Wtedy powiedz, że ja dzwoniłem, dobra?
-Dobra rozumiem. 
-Dzięki wielkie! Pilnuj aby co noc je zdejmowała, bo jak dojdzie do krwotoku musi użyć specjalnych kropli i ktoś będzie musiał z nią być dopóki krwotok nie minie. Pewnie ich nawet nie wzięła.*krzyki* Dobra, kończę narazie!
*połczenie zakończone*

Ari nosi soczewki? Ciekawe jaki jest jej prawdziwy kolor oczu. Szybko pobiegłem do jej łóżka i zacząłem ją przebudzać. 
      - Siostrzyczko. Wstań, proszę - szeptałem i lekko szturchałem ją w ramię. Zaczęła się wiercić i coś mamrotać pod nosem.
      - Mamo, ja nie chcę do Mediolanu, mamoooo - uśmiechnąłem się. Jaka ona jest przesłodka podczas snu. W takim słodziaku się zakochałem.
      - Ari cholera jasna, pali się! - krzyknąłem. Zerwała się jak torpeda i zaczęła się rozglądać na boki. 
      - Nie pali się idioto! - krzyknęła - daj mi spać! 
      - Pierw zdejmij soczewki.
      - O co Ci chodzi?
      - Zdejmij soczewki, wtedy idź spać.
      - Nie noszę soczewek! - pisnęła - strzeliłem facepalma.
      - Mike dzwonił do Ciebie gdy spałaś, nie oszukuj mnie - westchnęła.
      - Nie umiem ich zdjąć - schowała twarz w swoje małe, delikatne dłonie. Jedną z nich chwyciłem i ścisnąłem w swoich. Była bardzo zimna.
      - Jeżeli nie umiesz to Ci je zdejmę, sam noszę soczewki - delikatnie się uśmiechnąłem na co otrzymałem w odpowiedzi to samo. Zmieniła pozycję z leżącej na siedzącą dając mi znak, że mam zabrać się do działania. Zbliżyłem się do niej bardziej i zabrałem się za zdejmowanie prawej soczewki. Jednak zanim to zrobiłem wyjąłem pudełeczko, które schowała w torebce. Po zdjęciu prawej, czarnej soczewki ukazał mi się piękny niebieski odcień tęczówki. Pierwszy raz spotkałem się z takim odcieniem. 
      - Śliczny masz kolor oczu - odparłem. Zdziwiłem się, bo w odpowiedzi otrzymałem westchnięcie. Zabrałem się za zdejmowanie lewej soczewki. Pierwszy raz jestem taki delikatny i uważny, nie chce jej zrobić krzywdy. Po zdjęciu ostatniej soczewki oniemiałem. Lewe oko nie miało odcienia błękitu jakiego się spodziewałem tylko bardzo głęboki i intensywny odcień jasnej zieleni. Wpatrywałem się w nią jak w obrazek, ciekawe ile jeszcze pięknych sekretów nie odkryłem. 
      - Nie patrz - ponownie schowała swoją twarz w dłonie. Strasznie zaczęła mnie boleć głowa. Intensywny ból nie pozwalał mi myśleć. Syknąłem i podparłem ścianę. 

~*~

Ariana

      Kątem oka zauważyłam, że Alexy osuwa się na ziemię. Zerwałam się jak oparzona i podbiegłam do niego nie zwracając już uwagi, że nie mam soczewek na oczach. Liczył się on.
      - Co się dzieje? - zapytałam przestraszona. Niebieskowłosy bardziej się skulił.
      - G-głowa, A! - syknął. Szybko pomogłam mu wstać i położyłam go na łóżko. Jak oszalała zaczęłam szukać tabletek w torebce przy okazji patrząc jak mój ukochany wierci się na łóżku. Widać, że naprawdę cierpi. Gdy tylko znalazłam tabetki chwyciłam wodę i pobiegłam do łóżka podając mu aby wypił. Co mu się stało!? Wiem, Armin! 
Wybiegłam z pokoju i zaczęłam szukać szatyna. Znajdował się w pokoju obok. Gdy wbiegłam do niego nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa wiec zaczęłam gestytykulować o co mi chodzi. O dziwo zrozumiał mnie i szybko wyleciał ze swojej komnaty do mojego pokoju, w którym leży moje cierpiące Alexiątko. Zaraz, nie jesteśmy razem to wolno mi go nazywać swoją własnością? Nie istotne. Wbiegliśmy do pokoju i obserwowałam, co robi Armin. Kazał mi iść po lód do lodówki, która znajdowała się pod telewizorem i owinąć go w ręcznik. Po wykonaniu tego przylądałam się jak szatyn przykłada opatrunek na głowę mojego braciszka, który po zrobieniu tego jeszcze głośniej syknął. 
      - Chodź tu i trzymaj mu to na głowie dopóki nie zaśnie albo nie przestanie go boleć.
      - Skąd wiesz co robić?
      - To nie pierwsza taka sytuacja i nie ostatnia - po tych słowach opuścił pomieszczenie. 
  
      Siedziałam trzymając lód na głowie niebieskowłosego już piętnaście minut i bolał mnie tyłek od siedzenia, zaczęłam się wiercić. Alexy to najprawdopodobniej zauważył, bo podniósł się do pozycji siedzącej i mnie przytulił. Głowa chłopaka spoczęła na moim ramieniu, jego oddech drażnił moją skórę, która w tym miejscu była gorąca. Przytulając go jedną ręką, a drugą trzymając lód na jego głowie zaczęłam nami delikatnie kołysać w prawo i lewo co spodobało się mu, bo swobodnie oddawał się tej chwili. 
      - Dziękuje - tyle zdołał wyszeptać zanim nie opadł na łóżko zasypiając. Przez jego decyzję leżeliśmy przytuleni do siebie w dwuznacznej pozycji. Szybko z niego zeszłam, wzięłam krzesło z biurka i usiadłam obok łóżka. Chwyciłam jego dłoń w swoją. 

"Gdybyś tylko wiedział ile dla mnie znaczą twoje gesty.
Gdybyś wiedział ile Ty dla mnie znaczysz."
 

~*~


wtorek, 25 lutego 2014

Rozdział VII =3

~*~

Ariana
      Szłam za rękę z Alexym, podczas naszego spaceru po parku. Po piętnastu minutach zasiedliśmy na ławce, była położona pomiędzy dwoma kwitnącymi drzewami wiśni. 
      - Jesteś gotowa na jutrzejszy konkurs, skarbie? - zapytał Alexy. Wyraźnie było słychać w tym pytaniu ironię. 
      -  Jestem, ale mam wyrzuty sumienia - odpowiedziałam.
      - Dlaczego? - ponownie zadał mi pytanie.
      - Ponieważ Amber bardziej zasługuje aby jechać na ten konkurs - spojrzałam mu głęboko w jego duże, czarne oczy. 
      - Czemu tak myślisz? - kolejnymi pytaniami zasypał mnie towarzysz. Nie udało mi się odpowiedzieć na zadane pytanie, ponieważ moją uwagę przykuła sylwetka Amber poruszająca się po parku. Po chwili uświadomiłam sobie, że zbliża się w naszym kierunku.
       - I jak Alexy, poradziłeś sobie już z nią?!- zaczęła się wydzierać blondyna. O co jej chodziło? Czemu miałby sobie ze mną poradzić? Moje myślenie przerwało podnoszące się ciało Alexego, które zmierzało w kierunku Amber. Nagle obydwoje zaczęli się śmiać.
        - Jaka ty naiwna jesteś! - pisnął podczas śmiechu chłopak. Razem z Amber przybili piątke po czym on objął ją ramieniem.
        - On się Tobą bawił i jak widać dobrze mu poszło! 
       - Amber lepiej nadaje się na ten konkurs! To wszystko twoja wina! - po tych słowach obraz się zamazał.


~*~

        Obudziłam się z tego koszmaru cała zlana potem. Co ten sen miał oznaczać? Po co ja w ogóle zgadzałam się na ten konkurs? Do końca życia będą prześladowały mnie wyrzuty sumienia, ale jest jedna zaleta. Spędzę trzy dni sam na sam z Alexym, to wszystko wynagradza. Rozejrzałam się po pokoju - było zupełnie ciemno. Postanowiłam sprawdzić godzinę. Po wymacaniu telefonu, który zatopił się gdzieś w łóżku oniemiałam. Dochodziła godzina siódma dziesięć. Super, na pewno już nie zasnę. Wstałam z łóżka i udałam się do łazienki wziąć gorącą kąpiel, dawno nie miałam okazji na godzinny pobyt w wannie. Szybko się rozebrałam z zapoconej piżamy i wskoczyłam do wypełnionej wodą wanny.
       Zadowolona, że cała pachnę truskawkami wyszłam z wanny i postanowiłam poszukać ubrania na dzisiejszy wyjazd z Alexym. Przy okazji muszę się spakować, ponieważ w sobotę cały dzień grałam z bratem na konsoli. Przyznam, że nikt nie wie o moim uzależnieniu od gier na konsole. Od małego braciszek pokazywał mi różne gry i razem zdobywaliśmy wysokie rangi w każdej z nich. W końcu udało mi się z nim normalnie porozmawiać, od dluższego czasu w ogóle nie przebywał w domu. Ciągle praca i koledzy, koleżanki. Nawet nie wiem czy są już tylko koleżankami. Zanim zaczęłam wybierać ubrania postanowiłam sprawdzić pogodę na następne cztery dni w miejscu gdzie ma być konkurs. Słucham? -15 stopni?! Rzeczywiście, w końcu przecież już końcówka jesieni. Dzisiejszy strój składał się czarnych rurek i białego swetra, który sięgał mi do ud. Przyznam, że uwielbiam takie swetry! Oczywiście są one męskie, ponieważ żadna normalna kobieta by nie ubrała takiego. Teraz przyszedł czas na najgorszą zmorę. Nie mam żadnych butów na wysokim obcasie, które są ocieplane. Z udawaną łzą w oku sięgnęłam po brązowe timberlandy, które jednyne mogłam uznać za znośne. Podczas zakładania skarpetek potknęłam się o dywan i wyglądowałam na nim z głośnym hukiem. Nie wstając sięgnęłam po telefon w celu ponownego sprawdzenia godziny. Ósma dwie. Mam pomysł! Wybrałam kontakt z ulubionych i przyłożyłam do ucha. Po dwóch sygnałach odebrała.



Rozalia: Hej!
Ariana: Hejka! Masz czas?
-Zależy o co chodzi, dlaczego tak wcześnie dzwonisz?
-Nie mogłam spać, miałam koszmary. Nie wiem co mam spakować na konkurs plastyczny, pomóż!
-Seksowna bielizna wystarczy.
-Teraz na poważnie mówię!
-A czy ja nie mówię na poważnie?
-...
-Dobra będę za dziesięć minut i razem Cię spakujemy. Do której masz być gotowa?
-Najpóźniej mam być gotowa piętnastą. Do tej pory nie wiem kto nas zawozi!
- Pewnie jakiś taksówkarz, który jest seksowny!
-ROZALIA!
-Dobrze. Będe za siedem minut.
*połączenie zostało zakończone*


Czemu te siedem minut ciągnie się w nieskończoność? Leżę tak na podłodze wyczekując przyjaciółki wieczność. Postanowiłam poćwiczyć przekładanie nóg za głowę w pozycji leżącej. Po chwili usłyszałam śmiech.
       - Jak dziecko - westchnęła Rozalia. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
       - Jestem młodsza, mogę - pokazałam w odpowiedzi język.
        - Widać! Teraz won do szafy! - pisnęła i pobiegła w kierunku mojej garderoby. Zaczęła wyciągać z niej spodenki, koszulki i szpilki.
        - Nie chcę Cię martwić, ale tam będzie -15 stopni - założyłam ręce na krzyż. Pokiwała tylko głową i zaczęła znowu chować to co wyjęła do szafki. 
Spojrzałam na zegarek, dziewiąta czterdzieści. Ile ona wybiera te ubrania? Wstałam z podłogi i zaczęłam iść w jej kierunku, w odpowiedzi dostałam majtkami w twarz. Dało mi to do zrozumienia, że nie mam prawa się zbliżać. Ponownie spoczęłam na ciepłym dywanie tym razem przykryta kocem, byłam naprawdę zmęczona. Włączyłam nickelodeon, na którym obecnie leciał maraton Pingwinów z Madagaskaru. Po kilku słowach słodkich pingwinków zamknęłam oczy i zasnęłam bardziej przytulając się do kocyka, ciepluuutko! (:3)

~*~

Rozalia

        Właśnie kończyłam pakować Ari kiedy do pokoju wparadowało dwóch chłopaków w kurtkach szalikach i czerwonych nosach. Szybko rozpoznałam w nich Armina i Alexego. 
        - Hejka! - krzyknęli obydwoje.
        - Oczekiwałam seksownego taksówkarza a nie dwóch przygłupów - odpowiedziałam przyglądając się czarnej bluzie z króliczymi uszami na kapturze.
        - Ja jestem seksowny czego Ty chcesz? - zapytał szatyn i klepnął się w tyłek szyderczo się uśmiechając. Drugi z bliźniaków wybuchł śmiechem.
        - Co robisz? - zadał ponownie pytanie szatyn.
        - Pakuję Arianę! - oznajmiłam i schowałam ją do jej torby.
        - Właśnie! Gdzie ona jest? - wtrącił się niebieskowłosy. Wskazałam w odpowiedzi na podłogę na której leżała Ariana przykryta kocem. Urzekł mnie widok śpiącej przyjaciółki.
        - Ej no zaraz jedziemy! - krzyknął Armin! 
        - Jezu, ciszej. Miała w nocy koszmary i nie mogła spać. - warknęłam na niego - kto was zawozi na konkurs? - spojrzałam na Alexego, który się rozglądał. 
         - Armin - zabrzmiało to jakby mówił sam do siebie.
        - Mówiłem, że jestem seksownym taksówkarzem! - klasnął w dłonie i znowu klepnął w tyłek, ale tym razem sięgnął po konsole, która się tam znajdowała. Nie interesowało mnie to tylko zachowanie Alexego. Usiadł na łóżku i przyglądał się punktowi, który nie wiem gdzie się dokładnie znajdował. Rzuciłam trzymane w ręku buty i usiadłam obok niego.
        - Co jest? - szturchnęłam go w ramię.
        - Nic - uśmiechnął się szeroko.
        - Wiem, że jednak coś jest.
        - Nie.
        - TAK! 
        - JEST! - wtrącił się Armin - od piątku jesteś taki! Ciągle gapisz się w ściany! Niedługo zamienisz się w drugiego Lysandra! Nie wytrzymam! - po tych słowach wrócił go gry na konsoli.
        - Coś z chłopakiem? - zapytałam cicho. Schował twarz w dłonie.
        - To, aż tak widać?! - pisnął. Pokiwaliśmy głowami. - Powiem wam kiedy indziej, bo to ważne. Mogę obudzić Ariane? - zgrabnie zmienił temat i spojrzał na nas. Ponownie pokiwaliśmy głowami. Szybko zerwał się z łóżka i leniwie usiadł obok śpiącej przyjaciółki. Podczas przebudzania, które okazało się nie lada wyzwaniem zrobiła coś czego sie nikt nie spodziewał. Jednym zgrabnym obrotem wyglądowała w pozycji leżącej na kolanach Alexego mówiąc "Pingwinki mówią opa opa!". Równocześnie wybuchnęliśmy śmiechem, Armin nawet zaczął płakać. Zauważyłam, że niebieskowłosy pierwszy raz się uśmiecha od naszego przybycia. Spoglądając na zegarek poinformowałam ich, że jest godzina czternasta trzydzieści.
        - Rozalia zniszczyła Ci wszystkie buty na obcasie - krzyknął do Ariany. Zaskakującym było to z jaką szybkością się obudziła. Spojrzała na mnie wrogim wzrokiem i przetarła oczy.
         - Nie mam siły Ci nakopać ale odkupujesz mi nowe - oznajmiła zaspałym głosem. Chyba nadal nie wiedziała gdzie się znajduje.
         - Wygodnie Ci? - wyprzedził mnie Armin. Spojrzała w moją stronę, a potem w prawą. Uderzyła głową o tors Alexego. Gdy tylko uświadomiła sobie co robi odskoczyła jak szalona i zaczęła dyszeć, była przerażona.
          - Wy to specjalnie zrobiliście! - pisnęła.
          - To Ty mu wlazłaś na kolana i mówiłaś "Pingwinki mówią opa opa"!! - krzyknęłam jednoczeście z Arminem. Spojrzałam ponownie na niebieskowłosego, który cały czas się uśmiechał.


 ~*~

Ariana

          Załamałam się. Kiedy oni tu przyszli? Zresztą to mało istotne w tym momencie. 
          - Ale to nie możliwe nigdy nie mówię przez sen! - ponownie pisnęłam.
          - Ej, nie wkurzaj się tak! - pisnął Alexy i zasłonił mi buzię ręką. Polizałam mu dłoń w oznace, że mi się to nie podoba - puszczę jak się uspokoisz, że pingwinki mówią "opa opa"! - dodał. Spojrzałam na przyjaciółkę, która miała niezły ubaw, a Armin przylądał się z ciekawością. Pokiwałam głową na znak żeby mnie puścił.
          - Już się uspokoiłam - oznajmiłam - pingwinki mówią opa opa - dodałam z irytacją w głosie.          
          - Ok wstajemy księżniczki pora wyjeżdżać! - wtrącił się szatyn. Pokiwałam głową i równocześnie z Alexym podniosłam się do pozycji stojącej. Spojrzałam na chłopaka, który miał wielkie oczy.
          - O jezusie jaka Ty maluśka! - pisnął. Miał rację, ponieważ teraz sięgałam mu do ramienia, gdy byłam na wysokich butach byłam wysoka do jego obojczyka. Zrobiłam podkówkę na ustach w odpowiedzi, byłam najmniejsza w pokoju.
          - Zaraz się to zmieni! - pisnęłam i zaczęłam zakładać buty na wysokim obcasie.         
          - Przecież tam jest -15 stopni! - zganiła mnie Rozalia.
          - Wygrałaś - westchnęłam i zaczęłam zakładać timberlandy. Byłam wkurzona, że każdy czepia się o mój wzrost. Nie ozdywając się do nikogo zaczęłam pakować 3 tomy "Kobato" do torebki. Nadszedł czas wyjazdu, będzie mi ciężko bez Rozy. 
          - Do czwartku - przytuliła mnie na pożegnanie. Odwzajemniłam uścik. Trwałyśmy tak chwilę, ale niestety ktoś musiał ją przeszkodzić.
          - A mnie to tak nie przytulisz nigdy! Twojego seksownego taksówkarza! - wydarł się Armin. Westchnęłam i podeszłam do niego w celu przytulenia, gdy to zrobiłam wziął mnie na ręce i zaczął nieść.
          - Puść mnie! - krzyczałam na cały dom - pomocy pedofil! - Zamruczał mi do ucha.
          - Piszcz głośniej, to podnieca taksówkarzy! - krzyknął i miałknął. O nie tego było zdecydowanie za wiele. Polizałam go w nos, od razu mnie puścił przez co uderzyłam siedzeniem w zimne kafelki kuchni. Jęknęłam z bólu.          
          - Ty jesteś jakiś niewyżyty!! - wydarłam się teraz serio na cały dom. Po tych słowach zaczęłam wijać się z bólu. Nagle do kuchni wybiegli Rozalia i Alexy.
          - Przepraszam, nie chciałem, przepraszam! - klęczał nade mną szatyn powtarzając ciągle to samo. Jasne, że mu wybaczę, ale teraz mogę się z nim chwilę podroczyć. Moją satysfakcję przeszkodził drugi z bliźniaków. O dziwo bardzo mnie to ucieszyło, bardzo.
           - Nic Ci nie jest? - zapytał z troską w głosie.                    
           - Nie, to tylko upadek - po tych słowach postanowiłam się podnieść, syknęłam z bólu i znowu wyglądowałam na podłodze.          
           - Zajedziemy do apteki po leki i jutro minie - zapewniał mnie Alexy. Po chwili zbliżył sie do mnie i przytulił. Odwzajemniłam jego uścik. Uwielbiałam ciepło, troskę i uczucie jakie wkładał w przytulanie mnie. Mogłabym przytulać się z nim całą wieczność. Nim się obejrzałam byłam w jego ramionach. Niósł mnie do samochodu jak do ślubnego kobierca, uśmiechnęłam się do siebie. Położył mnie na tylnych siedzeniach i przykrył swoją kurtką. Podziękowałam mu uśmiechem i opatuliłam się nią bardziej. Intensywność perfum wsiąkniętych w kurtkę mnie zniewalała.           
         - Gotowi? - krzyknął Armin.
         - Gotowi! - odpowiedzieliśmy. Godzina szesnasta dwie, wyruszyliśmy na konkurs.