~*~
Zapraszam na mojego instagrama:
http://www.instagram.com/aloisija
oraz do komentowania, miłego czytania!
http://www.instagram.com/aloisija
oraz do komentowania, miłego czytania!
~*~
Ariana
Godzina szestansta dwie, wyjechaliśmy na konkurs.
Przez pierwsze pół godziny każdy z nas był zajety soba. Armin nucił nieznaną mi melodię i prowadził auto, Alexiątko wpatruje się w okno i słucha własnej muzyki z odtwarzacza, a ja? Kończę czytać 3 tom Kobato, pozostało mi 10 stron do końca.
- AAA! - pisnęłam na całe auto.
- Co sie wydzierasz?! - pisnął Armin. Niebieskowłosy wyjął słuchawki z uszu.
- Boże, co jest? - zapytał spokojnie. Westchnęłam.
- Skończyłam czytać Kobato i nie mam co robić! - pisnęłam ponownie - czwartego tomu nie ma we Francji! - dodałam i zasłoniłam głowę kurtką - chce wiedzieć co powiedział pan od długów Kobato!
- Co to jest to Kobato? - zirytował się kierowca samochodu.
- Manga!
- Manga?
- Manga, manga! - ciągneliśmy ten dialog do momentu kiedy drugi z bliźniaków go nie zakłócił.
- Pokaż mi pierwszy tom - wyciągnęłam w jego kierunku rękę z książką. Gdy ją ode mnie brał nasze dłonie się styknęły, poczułam jak przechodzi po moim ciele przyjemny, ciepły dreszcz. Stop! Ariana, idiotko. On nie może się dowiedzieć przez to, że na chwile straciłaś czujność! Opanuj się! Szybko schowałam rękę pod kołdrę składającą się z kurtki i obserwowałam jak niebieskowłosy z zaciekawieniem ogląda okładkę, a następnie zaczyna zagłębiać się w niesamowity świat różowej mangi. Potarłam prawe oko. Mogłam ich nie zakładać na wyjazd...
~*~
Od wyjazdu na konkurs minęły dwie godziny. Arminowi skończyły się już piosenki do nucenia pod nosem, a Alexy przeczytał już wszystkie trzy mangi. Od dziesięciu minut siedzę na tylnych siedzieniach w jego towarzystwie, ponieważ uznał, że razem na tylnych siedzeniach weselej, na co Armin strzelił focha i podgłośnił muzykę. O nie, litości. Tylko nie disco polo! W całym samochodzie rozbrzmiewały piosenki w wykonaniu przeróżnych wykonawców tego gatunku, zaczęła mnie boleć głowa od słów "Miód malina" więc wyciągnęłam własny odtwarzacz z normalną muzyką. Po założeniu słuchawek i włączeniu muzyki na całą głośność moje uszy zaznały ulgi jakiej nigdy dotąd nie odczuwały. Poczułam jak ktoś stuka mnie w ramię, odskoczyłam ze strachu.
- Ej to nie jest śmieszne! - pisnęłam na braciszka, który się ze mnie śmiał w najlepsze.
- Jest! Twoja mina wyglądała jakbyś zobaczyła pedofila! - nadal nie przestawał się śmiać - moge posłuchać z Tobą? - zapytał już całkowicie opanowany.
- Pewnie - uśmiechnęłam się i podałam mu jedną ze słuchawek. Od razu ją przyjął i usiadł siedzenie bliżej, bo kabel był za krótki. Zaczęły lecieć pierwsze brzmienia piosenki.
- I jak? - zapytałam.
- Cii! - zganił mnie. Czyli mu się spodobała moja playlista, ucieszyłam się. Słuchaliśmy dalej mieszanin spokojnych piosenek.
Przy około dwudziestej piosence coś ciężkiego opierało się o moje ramię. No kto by pomyślał, Alexy zasnął. Niebieskie kosmyki włosów swobodnie opadały na jego bladą, łagodną twarz. Przyzam, że wyglądał wyjątkowo słodko. Przez to, że opierał się o moje ramię na jego twarzy widniał grymas pięciolatka, który nie dostał zabawki. Zaśmiałam się cicho pod nosem i przetransportowałam jego głowę na moje kolana oraz przykryłam kurtką. Niech odpoczywa, zasłużył sobie. Przecież musiał transportować mnie na rękach do samochodu.
"Za to Cię kocham. Jesteś idealny"
~*~
Alexy
Nie wiem jakim cudem zasnąłem przy słuchaniu muzyki. To jest mój pierwszy przypadek, ale przyznam, że bardzo podobało mi się to, co słuchała Ariana. Nie wiedziałem, że ma taki dobry gust muzyczny.
O matko i córko ale mi gorąco, to przez ten koc. Zaraz, jaki koc? Otworzyłem oczy i zobaczyłem dach samochodu. To oznaczało, że leżę. Leżałem na kolanach Ariany. Czyli, że jak zasnąłem to mnie przeniosła? Jaka ona jest urocza! Podniosłem się niechętnie do pozycji siedzącej, bo pewnie ciężar mojego ciała jej przeszkadzał, myliłem się. Ari spała sobie w najlepsze opierając głowę o drzwi samochodu. Mój ukochany śpioszek, przecież gdy przyjechałem po nią z Arminem też spała, w dodatku na podłodze. Zazdroszczę jej, że potrafi zasnąć dosłownie wszędzie i w dodatku ciężko ją wybudzić.
Postanowiłem poprzyglądać się jej twarzy. Długie brązowe włosy swobodnie opadały na jej ciało dodawały uroku jej drobnej, bladej twarzyczce. Jest najpiękniejsza na świecie.
"Jesteś idealna"
- Ar, ile jeszcze? - zapytałem, bo zauważył moje zaciekawienie twarzą Ari. Nie mógł się dowiedzieć! Przecież nawet nie wie, że już nie mam chłopaka. Ba, nie wie, że zmieniłem orientację.
- Jesteśmy w Richland więc jeszcze piętnaście minut - odpowiedział ziewając.
- Zamienić sie z Tobą? Jesteś zmęczony - zmartwiłem się.
- Nie, dam radę. Ty lepiej odpocznij jeszcze, bo Ari będziesz nosił do pokoju.
- Nie martw się, przecież jest lekka - odparłem i się uśmiechnąłem.
- Nawet za bardzo.
Faktycznie, Ariana była strasznie lekka. Mam nadzieję, że to nie będzie miało uszczerbku na jej zdrowiu. Rozumiem, że musi być szczupła z powodu pracy. Przykryłem ją moją kurtką i położyłem głowę na swoich kolanach. Pogłaskałem ją po główce. Odpoczywaj skarbie, jutro ciężki dzień przed Tobą... Ała, moja głowa!
~*~
Godzina dwudziesta piętnaście.Tak jak powiedział brat dojechaliśmy piętnaście minut później do hotelu, w którym mamy spędzić najbliższe trzy noce i cztery poranki. Umowiliśmy się z Arminem, że ja niosę Ari i potem idę po resztę walizek, a on nas zapisuje do hotelu. Poprosiłem go, aby zajął nam trzem pokoje blisko siebie, bo przecież im bliżej tym raźniej dla wszystkich. Szedłem z ukochaną na rękach, wtedy szatyn podał mi dwa klucze z numerami 105 i 106. Spojrzałem na układ hotelu. Drugie piętro - nie jest źle.
Po dotarciu na piętro otworzyłem pierwsze lepsze drzwi uznając, że to pokój szatynki i zaniosłem ją do łóżka oraz przykryłem kołdrą. Nie, nie wytrzymam. Napadła mnie chwila słabości i postanowiłem pocałować ją w policzek. Ma taką delikatną skórę, że moje usta zaznały odczucia całowania jedwabiu. Spojrzałem jeszcze ostatni raz na jej śpiącą twarzyczkę.
"Gdybyś tylko wiedziała ile dla mnie znaczysz,
kocham Cię."
Szybko się ogarnąłem, zamknąłem pokój i pobiegłem do samochodu po walizki.
- Co tak długo?! - wydał się jak zawsze najukochańszy braciszek.
- Szukałem pokoi - odparłem udając opanowanie.
- Żeś szybko biegł tutaj, bo cały czerwony jesteś! - uśmiechnął się tajemniczo. Cholera ja się rumienie! Ale, że teraz? Lepszego momentu nie można było znaleźć. Westchnąłem i zacząlem brać walizki. Podczas zanoszenia walizek Ari z jej torebki zaczęła lecieć spokojna melodia - ktoś dzwonił. Postanowiłem odebrać.
Alexy: Słucham?
Mike: Kim jesteś? Gdzie Ariana?
-Śpi, stało się coś? Alexy jestem.
-Przyjaciel, tak?
-Dokładnie.
-Słuchaj uważnie. *tłuczenie szklanki* Wybacz, masz obudzić Arianę!
-Ale po co? Kim jesteś?
-Jestem jej bratem. Ty nie rozumiesz jaka jest poważna sytuacja. Ona nosi soczewki i ostatnio była u lekarza. Jeżeli będzie w nich spała lub długo nosiła zaczną ją boleć oczy i może dojść do krwotoku oka! *tłuczenie* Cholera! Rozumiesz? *tłuczenie* Ona jest taka głupia, że nie umie sama zdjąć soczewek. Na początku będzie Ci mówiła, że nie nosi ich. Wtedy powiedz, że ja dzwoniłem, dobra?
-Dobra rozumiem.
-Dzięki wielkie! Pilnuj aby co noc je zdejmowała, bo jak dojdzie do krwotoku musi użyć specjalnych kropli i ktoś będzie musiał z nią być dopóki krwotok nie minie. Pewnie ich nawet nie wzięła.*krzyki* Dobra, kończę narazie!
*połczenie zakończone*
Ari nosi soczewki? Ciekawe jaki jest jej prawdziwy kolor oczu. Szybko pobiegłem do jej łóżka i zacząłem ją przebudzać.
- Siostrzyczko. Wstań, proszę - szeptałem i lekko szturchałem ją w ramię. Zaczęła się wiercić i coś mamrotać pod nosem.
- Mamo, ja nie chcę do Mediolanu, mamoooo - uśmiechnąłem się. Jaka ona jest przesłodka podczas snu. W takim słodziaku się zakochałem.
- Ari cholera jasna, pali się! - krzyknąłem. Zerwała się jak torpeda i zaczęła się rozglądać na boki.
- Nie pali się idioto! - krzyknęła - daj mi spać!
- Pierw zdejmij soczewki.
- O co Ci chodzi?
- Zdejmij soczewki, wtedy idź spać.
- Nie noszę soczewek! - pisnęła - strzeliłem facepalma.
- Mike dzwonił do Ciebie gdy spałaś, nie oszukuj mnie - westchnęła.
- Nie umiem ich zdjąć - schowała twarz w swoje małe, delikatne dłonie. Jedną z nich chwyciłem i ścisnąłem w swoich. Była bardzo zimna.
- Jeżeli nie umiesz to Ci je zdejmę, sam noszę soczewki - delikatnie się uśmiechnąłem na co otrzymałem w odpowiedzi to samo. Zmieniła pozycję z leżącej na siedzącą dając mi znak, że mam zabrać się do działania. Zbliżyłem się do niej bardziej i zabrałem się za zdejmowanie prawej soczewki. Jednak zanim to zrobiłem wyjąłem pudełeczko, które schowała w torebce. Po zdjęciu prawej, czarnej soczewki ukazał mi się piękny niebieski odcień tęczówki. Pierwszy raz spotkałem się z takim odcieniem.
- Śliczny masz kolor oczu - odparłem. Zdziwiłem się, bo w odpowiedzi otrzymałem westchnięcie. Zabrałem się za zdejmowanie lewej soczewki. Pierwszy raz jestem taki delikatny i uważny, nie chce jej zrobić krzywdy. Po zdjęciu ostatniej soczewki oniemiałem. Lewe oko nie miało odcienia błękitu jakiego się spodziewałem tylko bardzo głęboki i intensywny odcień jasnej zieleni. Wpatrywałem się w nią jak w obrazek, ciekawe ile jeszcze pięknych sekretów nie odkryłem.
- Nie patrz - ponownie schowała swoją twarz w dłonie. Strasznie zaczęła mnie boleć głowa. Intensywny ból nie pozwalał mi myśleć. Syknąłem i podparłem ścianę.
~*~
Ariana
Kątem oka zauważyłam, że Alexy osuwa się na ziemię. Zerwałam się jak oparzona i podbiegłam do niego nie zwracając już uwagi, że nie mam soczewek na oczach. Liczył się on.
- Co się dzieje? - zapytałam przestraszona. Niebieskowłosy bardziej się skulił.
- G-głowa, A! - syknął. Szybko pomogłam mu wstać i położyłam go na łóżko. Jak oszalała zaczęłam szukać tabletek w torebce przy okazji patrząc jak mój ukochany wierci się na łóżku. Widać, że naprawdę cierpi. Gdy tylko znalazłam tabetki chwyciłam wodę i pobiegłam do łóżka podając mu aby wypił. Co mu się stało!? Wiem, Armin!
Wybiegłam z pokoju i zaczęłam szukać szatyna. Znajdował się w pokoju obok. Gdy wbiegłam do niego nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa wiec zaczęłam gestytykulować o co mi chodzi. O dziwo zrozumiał mnie i szybko wyleciał ze swojej komnaty do mojego pokoju, w którym leży moje cierpiące Alexiątko. Zaraz, nie jesteśmy razem to wolno mi go nazywać swoją własnością? Nie istotne. Wbiegliśmy do pokoju i obserwowałam, co robi Armin. Kazał mi iść po lód do lodówki, która znajdowała się pod telewizorem i owinąć go w ręcznik. Po wykonaniu tego przylądałam się jak szatyn przykłada opatrunek na głowę mojego braciszka, który po zrobieniu tego jeszcze głośniej syknął.
- Chodź tu i trzymaj mu to na głowie dopóki nie zaśnie albo nie przestanie go boleć.
- Skąd wiesz co robić?
- To nie pierwsza taka sytuacja i nie ostatnia - po tych słowach opuścił pomieszczenie.
Siedziałam trzymając lód na głowie niebieskowłosego już piętnaście minut i bolał mnie tyłek od siedzenia, zaczęłam się wiercić. Alexy to najprawdopodobniej zauważył, bo podniósł się do pozycji siedzącej i mnie przytulił. Głowa chłopaka spoczęła na moim ramieniu, jego oddech drażnił moją skórę, która w tym miejscu była gorąca. Przytulając go jedną ręką, a drugą trzymając lód na jego głowie zaczęłam nami delikatnie kołysać w prawo i lewo co spodobało się mu, bo swobodnie oddawał się tej chwili.
- Dziękuje - tyle zdołał wyszeptać zanim nie opadł na łóżko zasypiając. Przez jego decyzję leżeliśmy przytuleni do siebie w dwuznacznej pozycji. Szybko z niego zeszłam, wzięłam krzesło z biurka i usiadłam obok łóżka. Chwyciłam jego dłoń w swoją.
"Gdybyś tylko wiedział ile dla mnie znaczą twoje gesty.
Gdybyś wiedział ile Ty dla mnie znaczysz."
~*~